
Gabrielius Landsbergis i Ingrida Šimonytė. Fot: Zdjęcie: Stacevičius / LRT
Premier Litwy Ingrida Šimonytė stwierdziła w wywiadzie dla telewizji TV3, że istniejące w Polsce przepisy „nie nakładają obowiązku” wysyłania wojsk za granicę, i to nawet w przypadku wojny, co miałoby zastosowanie również w przypadku ataku na sąsiednią Litwę.
– Zdaję sobie sprawę z pewnych ograniczeń prawnych, które istnieją w Rzeczypospolitej Polskiej. To nie jest decyzja polityczna, istnieją bardzo wyraźne ograniczenia prawne i, w moim rozumieniu, jest to problem, który należy omówić na wszystkich szczeblach,
– powiedziała premier telewizji TV3.
– Nie ma takiego obowiązku na mocy prawa,
– wyjaśniła indagowana, czy Polska posiada przepisy, które ograniczałyby jej możliwość rozmieszczenia swoich wojsk na Litwie.
Słowa premier Litwy wywołały falę komentarzy w litewskich mediach.
A ponieważ chodzi o bezpieczeństwo, premier Ingrida Šimonytė kilkanaście godzin później sprostowała, że jej wypowiedź na temat pomocy wojskowej Polski dla Litwy została źle zrozumiana. Podkreśliła, że nigdy nie powiedziała i nie mogła powiedzieć, że sąsiednia Polska nie przyjdzie Litwie z pomocą w przypadku ataku.
– Chciałabym temu zaprzeczyć. To, co powiedziałam, było odpowiedzią na konkretne pytanie, a konkretne pytanie dotyczyło wypowiedzi Bena Hodgesa – powiedziała Šimonytė dziennikarzom w niedzielę.
– Chcę powiedzieć, że na pewno nie powiedziałam, że Polacy nie będą nas bronić. Chcę to bardzo jasno powiedzieć: nie odważyłabym się ani nie mogłabym złożyć takiego oświadczenia,
– powiedziała premier w wywiadzie dla tv3.lt.
Szefowa rządu przypomniała, że Litwa i Polska ponoszą wspólną odpowiedzialność za przesmyk suwalski.
– Bez bezpiecznej Litwy nie ma bezpiecznej Polski,
– powiedziała premier.
Portal litewskiego nadawcy LRT.lt przypomina, że Ben Hodges, były dowódca amerykańskich sił lądowych w Europie wskazał w zeszłym tygodniu na Forum Bezpieczeństwa w Wilnie, że pomimo artykułu 5 NATO, który zapewnia zbiorową obronę, kraje NATO powinny być przygotowane do obrony w przypadku ewentualnego ataku Rosji, ponieważ przybycie sił NATO na miejsce może zająć do dwóch tygodni.
Artykuł 5 NATO stanowi, że atak zbrojny jednego lub więcej krajów NATO będzie uważany za atak na wszystkie z nich.
– Jeśli Rosja zaatakuje kraj NATO, przybycie posiłków na Litwę może zająć do dwóch tygodni, więc trzeba pomyśleć o globalnej obronie, czy Litwini są przygotowani na najgorszy scenariusz, dwa tygodnie przed przybyciem posiłków. Powiedziałbym, że trzeba być gotowym na co najmniej dwa tygodnie przed ich przybyciem,
– powiedział Hodges, który jest obecnie głównym doradcą NATO ds. logistyki.
Jedną z najpilniejszych kwestii w polsko-litewskim kontekście obronnym jest ochrona około 100-kilometrowego odcinka granicy między oboma krajami – tzw. korytarza suwalskiego. Graniczy on z obwodem królewieckim na zachodzie i Białorusią na wschodzie, a w przypadku wojny jego zajęcie zamknęłoby drogę lądową do krajów bałtyckich dla sojuszników NATO.
ba za lrt.lt



