Blokada zajętych przez separatystów części Donbasu była dla władz w Kijowie praktycznym sondażem i rodzajem referendum, czy Ukraińcy chcą powrotu tego terytorium w granice państwa. Okazuje się, że nie chcą. Ukraińcy chcą o Donbasie zapomnieć, a mieszkających tam rodaków uznają za zdrajców ojczyzny – twierdzi Dmitrij Korniejczuk z Centrum Innowacyjnego Consultingu KDA.
Cytowany przez ukraińskie media Korniejczuk dodaje, że tak długo nie podejmując decyzji o rozgonieniu blokady, Petro Poroszenko zdobył pewność, że może ostatecznie pogrzebać porozumienia z Mińska.
Tymczasem w kilku miastach Ukrainy doszło w nocy z poniedziałku na wtorek do akcji protestacyjnych po zatrzymaniu przez SBU kilkudziesięciu uczestników blokady tras kolejowych w obwodzie donieckim. Służba Bezpieczeństwa Ukrainy oświadczyła, że zatrzymani mieli przy sobie broń, a do zatrzymań doszło w ramach działań antydywersyjnych.
W reakcji na te działania w Kijowie, Lwowie, Łucku, Równem, Winnicy, Czerniowcach oraz Iwano-Frankowsku zgromadzili się demonstranci, którzy zażądali uwolnienia zatrzymanych. W Kijowie protestujący zebrali się na Majdanie Niepodległości i przemaszerowali pod administrację prezydenta Petra Poroszenki. W Łucku, Równem i Czerniowcach wtargnęli do siedziby państwowych władz obwodowych. W innych miejscach pikiety odbyły się przed budynkami SBU.
Dlaczego dopiero teraz władze podjęły działania zmierzające do rozpędzenia blokady – zastanawiają się ukraińskie media, które informują, że wśród zbierających się na kijowskim Majdanie w celu kontynuowania protestu są zwolennicy Ruchu Nowych Sił Micheila Saakaszilego oraz nacjonaliści z partii Swoboda i OUN, a do ochrony porządku ściągnięto na ulice stolicy ponad 1,4 tys. mundurowych z MSW i Gwardii Narodowej.
Kresy24.pl/prportal.com.ua, korrespondent.net, PAP
