
Collage / fot: UNN / Forbes.ua
Ukraińską sieć obiegła sensacyjna informacja o zamachu na Denisa Sztilermana – szefa czołowej ukraińskiej firmy Fire Point produkującej rakiety i drony bojowe, między innymi słynne Flamingo.
Jako pierwszy wieść tę rozpowszechnił dziennikarz Siergiej Auslender, powołując się na “własne źródło”. “Poinformowało mnie ono, że pod Kijowem doszło do zamachu na szefa firmy Fire Point. Wymaga to jeszcze sprawdzenia, ale to źródło nigdy mnie nie zawiodło” – napisał.
Według niego, Sztilerman został ranny, a jeden z jego ochroniarzy zginął. Również napastnicy mieli jakoby zostać zlikwidowani. Oczywiście natychmiast podchwyciły to inne kanały i blogerzy i plotka zaczęła się rozrastać. Według niektórych, Sztilerman także zginął.
W końcu głos zabrał sam zainteresowany, który wcześniej z ciekawością śledził te doniesienia. “Myślę, że pogłoski o mojej śmierci lub śmierci moich ochroniarzy są nieco przesadzone” – napisał na X.
Tak więc otwieranie w Moskwie szampana było zdecydowanie przedwczesne. A cała ta “latająca menażeria” produkowana w montowniach Sztilermana nadal będzie składać codzienne wizyty w całej Rosji.



