
Collage / Fot: rosavtodor.gov.ru / Unian
Wieczorem 1 października trzeci w ciągu dnia rosyjski dron uderzył w Most Południowy w Kijowie. To zerwanie nieformalnych uzgodnień, że nie atakujemy wzajemnie głównych mostów – twierdzą ukraińscy eksperci.
Atak trzeciego drona uszkodził podporę, nawierzchnię i betonową barierę ochronną mostu. Władze miasta wstrzymały na nim ruch metra i samochodów. Ukraińskie dowództwo obawia się, że do następnego ciosu w most Rosja użyje rakiet balistycznych Iskander lub północnokoreańskich KN-24. Zobacz pierwszy atak na most.
Rosyjskie uderzenia w Most Południowy w Kijowie oznaczają zerwanie nieformalnego porozumienia, że Ukraina nie atakuje Mostu Krymskiego, a Rosjanie – mostów na Dnieprze. Teraz most na Krym stanie się celem uderzenia odwetowego Ukrainy – przewiduje politolog Wadim Denisenko.
“W tej wojnie istniało do niedawna kilka czerwonych linii. Jedną z nich było nieatakowanie głównych mostów. My mieliśmy nie uderzać w Most Krymski, a Rosjanie mieli zostawić w spokoju mosty przez Dniepr w Kijowie. Dziś to uzgodnienie zostało zerwane. To zmienia wszystkie reguły gry” – uważa ekspert.
Według niego, Putin postanowił wykorzystać fakt, że Ukrainie brakuje jeszcze około dwóch miesięcy by dopracować system skutecznego strącania odrzutowej wersji rosyjskich Shahedów. Postanowił więc sprawdzić, czy da się nimi – uderzając w ciągle w to samo miejsce – na tyle uszkodzić most, żeby nie mógł on dalej funkcjonować. I właśnie zaczął ten “eksperyment”.
“Putin zdaje sobie sprawę, że Ukraina odpowie atakami na Most Krymski. Ale prawdopodobnie most ten utracił już dla niego swoje dawne symboliczne i niemal sakralne znaczenie, które miał jeszcze na początku wojny” – ocenia Denisenko.
Jednocześnie rosyjski dyktator liczy na to, że Ukraina jest pod presją Donalda Trumpa, by nie atakować rosyjskich rafinerii, więc nie odważy się w odwecie za Most Południowy zwiększyć intensywności tych uderzeń. “Ale my nie mamy wyboru. Jeśli USA nie są w stanie zmusić Rosji do pokoju, to musimy się bronić jak potrafimy” – podkreśla politolog.



