
Przywódca Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej, Giennadij Ziuganow niespodziewanie oświadczył, że Rosja powinna zmienić obecny polityczny kurs kontynuowania wojny, gdyż w przeciwnym razie “przegra”.
Podsumowując wyniki wyborów do Dumy Państwowej Ziuganow wezwał do “centro-lewicowego zwrotu i przejścia Rosji do polityki sprawiedliwości, przyjaźni i socjalizmu”. “Jeśli kurs się nie zmieni i ta męcząca wojna będzie kontynuowana, to wszyscy przegramy” – ostrzegł szef rosyjskich komunistów.
Skrytykował też władze za spadające tempo rozwoju gospodarczego Rosji. “Świat ucieka nam z prędkością 3-4% rocznie, a my od 15 lat mamy 1%. To niedopuszczalne” – oburzał się Ziuganow. Wskazał też na coraz większe zacofanie technologiczne. “Przez 20 lat nie byliśmy w stanie zrobić własnego telefonu” – zauważył.
Przypomniał też o coraz większej drożyźnie. Według niego, cena podstawowego koszyka spożywczego wzrosła w ciągu roku o 40%. I oczywiście – jak to komunista – naskoczył na oligarchów. “Ich liczba od początku wojny wzrosła ze 105 do 155. W swoich rękach skupiają łącznie 700 mld dolarów, nie chcą uczestniczyć w zwycięstwie i dokładać się do niego” – oskarżał szef KPFR.
Dzień wcześniej w TV Rossija1 Ziuganow oskarżył też władze o falsyfikację zakończonych właśnie wyborów, która była możliwa dzięki usunięciu z komisji wyborczych obserwatorów tej partii. Przypomniał, że w sondażach przed wyborami miała ona 18-30% poparcia, a tymczasem ogłoszono, że uzyskała 13,96%.
Dla Kremla wystąpienie Ziuganowa to przykra niespodzianka zważywszy, że wcześniej popierał on wojnę. Lider komunistów chyba poczuł się pokrzywdzony, że reżim aż tyle mu “odciachał” z wyborczego wyniku i postanowił zagrać twardziela.
Natomiast jego wezwania do “przyjaźni” po tym jak rosyjskie bomby i rakiety zrównały z ziemią sporą część Ukrainy można uznać za kiepski dowcip. Zabawny jest też zarzut, że “oligarchowie nie chcą uczestniczyć w zwycięstwie”. A jak mają uczestniczyć w czymś, czego nie ma?
Mimo wszystko dla Putina taka komunistyczna pseudo-opozycja jest bardzo wygodna. Pozwala bowiem odgrywać wobec pro-putinowskich środowisk na Zachodzie rolę “prawicowego polityka” i nadal jest tam wielu naiwnych, którzy w to wierzą, choć realnie nie mają o Rosji nawet bladego pojęcia. Tymczasem, między Putinem i Ziuganowem różnicy nie ma żadnej, zwykli despoci.

