
Chiński przywódca Xi Jinping rozpętał w Partii Komunistycznej totalną czystkę na kosmiczną wręcz skalę, niespotykaną od mrocznych czasów Mao Zedonga. W więzieniach wylądowało już prawie 630 tys. aktywistów i urzędników, w tym “tygrysy” z najwyższych ław partyjnych i wojskowych. Na kolejne prawie 8 mln spadły kary dyscyplinarne. A wszystko pod hasłem “walki z korupcją” – donosi Financial Times.
Karuzela strachu w Pekinie kręci się w szaleńczym tempie i przyspiesza, a “wewnątrzpartyjny kanibalizm” to jedyna skuteczna metoda, by z niej nie spaść: muszę donieść na ciebie, zanim ty doniesiesz na mnie.
Taśmociąg terroru
Profesor Minxin Pei z Claremont McKenna College podliczył dotychczasowe dokonania tej “antykorupcyjnej krucjaty”. Bilans wygląda jak raport z frontu wojny: w ciągu ostatnich 11 lat za kratki trafiło 628 tysięcy partyjnych funkcjonariuszy. Biorąc pod uwagę, że łącznie w chińskich więzieniach siedzi obecnie około 1,7 mln ludzi, oznacza to, że prawie 40% skazanych to kadra partyjna.
Wśród nich jest 630 tak zwanych “partyjnych tygrysów”, czyli – jak powiedzieliśmy w Polsce – grubych ryb, od wiceministra czy wicegubernatora w górę. Ale więzienie to nie jedyna forma czystki. Kary dyscyplinarne, administracyjne i polityczne spadły na 7,2 mln towarzyszy, a oficjalna agencja Xinhua podaje nawet wyższą liczbę – ponad 7,9 mln ukaranych.
Machina terroru cały czas przyspiesza. Podczas obecnej, trzeciej już kadencji Xi Jinpinga od 2023 roku, liczba spraw karnych wzrosła aż 14-krotnie w porównaniu z poprzednią pięciolatką. A w samym tylko 2025 roku kary dyscyplinarne nałożono na 983 tys. osób.
Strach sparaliżował państwo
W Chinach wskaźnik skazań w procesach karnych przekracza 99%. Oznacza to, że jeśli już wszczęto przeciwko tobie sprawę, to leżysz. Realny efekt? Paraliż decyzyjny państwa. Urzędnicy, zamiast zarządzać, zaczynają zaciekle donosić na kolegów. Fabrykowanie haków stało się najskuteczniejszą metodą eliminacji rywali i awansu.
Nikt nie chce też realizować dużych projektów infrastrukturalnych, ani gospodarczych. Wielkie inwestycje oznaczają bowiem obrót miliardami juanów i masę podwykonawców – idealny sposób, żeby się gdzieś podłożyć i zostać oskarżonym – słusznie lub niesłusznie – o łapownictwo. Lepiej nie robić nic i bezpiecznie trwać na stanowisku, manifestując bezgraniczną lojalność.
Z punktu widzenia analizy systemu, Xi Jinping właśnie psuje idealnie naoliwioną maszynę, która przez dekady budowała potęgę Chin. Profesor Victor Shih z Uniwersytetu Kalifornijskiego zwraca uwagę na destrukcyjne skutki tej strategii. Kiedy wódz ogłasza “zero tolerancji”, w aparacie urzędniczym uruchamia się instynkt przetrwania i wspomniany “wewnętrzny kanibalizm”.
Oficjalnie na niedawnym 5 Plenum KC KPCh ogłoszono “miażdżące zwycięstwo nad wirusem korupcji”. Co prawda, pod nieobecność 25% członków, którzy aktualnie siedzą. Mimo to Xi Jinping nakazał dalsze nasilenie kontroli partyjnej.
Zrobił to nieprzypadkowo – za rok odbędzie się bowiem kolejny Zjazd KPCh, na którym prawdopodobnie sięgnie on po czwartą kadencję przywódczą, chociaż już trzecia kadencja była złamaniem dotychczasowej zasady, że przywódca może rządzić maksymalnie 10 lat. Dlatego Xi chce jeszcze bardziej “dokręcić polityczną śrubę”, żeby aparat partyjny nie wywinął mu jakiejś niespodzianki.
A złodziejstwo? Dalej ma się świetnie
Najzabawniejsze jest to, że cała owa “walka z korupcją” wcale tej korupcji nie ukróciła, a przynajmniej nie znacząco. W rankingu Transparency International od 2012 roku pozycja Chin poprawiła się tylko nieznacznie, o 4 punkty – z 39 do 43, przy czym pozycja poniżej 50 nadal oznacza “poważne problemy z korupcją”.
Jednocześnie powszechny strach uderza prosto w chiński motor gospodarczy, który i tak dławi się deflacją, słabym popytem wewnętrznym i pękającą bańką na rynku nieruchomości. Sheana Yue z Oxford Economics zauważa, że partyjni liderzy porzucili odważne eksperymenty gospodarcze na rzecz ślepego posłuszeństwa linii partii.
Największe niebezpieczeństwo tkwi jednak w psychologii władzy. Steve Tsang, dyrektor Instytutu Chin na SOAS University of London ostrzega przed efektem bańki informacyjnej, w której żyje Xi Jinping i jego otoczenie.
Przerażeni podwładni meldują mu bowiem wyłącznie to, co dyktator chce usłyszeć, a prawdziwe problemy społeczne i gospodarcze są tuszowane. Wódz żyje więc w iluzji wszechpotęgi, podczas gdy ziemia pod stopami zaczyna pękać.
Tymczasem złodziejstwo jak było, tak będzie, gdyż jest wpisane w samą naturę każdego centralnie zarządzanego systemu komunistycznego. Można nawet powiedzieć, że w jakiejś mierze stanowi wręcz jego fundament.
Daje bowiem urzędnikom nieograniczoną władzę nad redystrybucją finansów i dóbr i fałszywie zakłada, że wszyscy oni będą kierować się wyłącznie “wspólnym interesem kraju”. Tyle, że psychologia ludzka tak nie działa i nigdy nie będzie, nawet jak wsadzi się do więzienia kolejny milion osób.


