
Collage: 24 Kanał
Między Władimirem Putinem i Xi Jinpigiem doszło do rozmowy telefonicznej, która niespodziewanie okazała się bardzo ostra. Chiński przywódca zażądał od rosyjskiego dyktatora, by podpisał z nim porozumienia, które zagwarantują Chinom długoterminową kontrolę nad regionami Dalekiego Wschodu i Syberii, gdzie Pekin intensywnie inwestuje w eksploatację bogactw naturalnych – twierdzi ekspert wojskowy Oleg Żdanow.
Koliduje to z propozycjami, które Putin złożył wcześniej Donaldowi Trumpowi, obiecując mu możliwość inwestowania w Rosji w wydobycie metali ziem rzadkich, w zamian za jego większą przychylność wobec Rosji w wojnie z Ukrainą. Problem polega na tym, że jednym i drugim Putin obiecał to samo i nie daje się tego pogodzić.
Chiny zaczęły bardzo mocno naciskać na Putina, żeby spełnił swoje obietnice i podpisał umowy, które im wcześniej obiecał. Rosyjski dyktator znalazł się więc między młotem i kowadłem. “Na tym tle w Moskwie wybuchła kłótnia, co zrobić w takiej sytuacji. Spór zaczyna się już przeradzać w “wojnę między poszczególnymi wieżami Kremla” – ujawnia Żdanow.
Jedni uważają, że trzeba szybko podpisać wszystko, czego chcą Chiny i “położyć się pod nimi” ze względu na różne możliwe profity. Inni z kolei oburzają się, że w żadnym razie nie wolno tak ustępować Pekinowi, gdyż Rosja powinna nadal pozostać “wielkim imperium”. “Może kulawym i pogiętym, ale jednak imperium” – ocenia ekspert.
“To bardzo ciekawy moment. Zobaczymy jak Putin będzie próbował się wykręcać pod presją Xi Jinpinga. Szczególnie w kwestii zawarcia umów na długoterminową eksploatację bogactw Rosji przez Chiny” – zauważa Żdanow.



