Wojciech Smarzowski stał się Józefem Mackiewiczem filmu. Jego dzieło, niezależnie od konsekwencji, będzie dopiero początkiem autentycznego oczyszczenia – pisze w recenzji filmu Zbigniew Parafianowicz, który tematyką ukraińską zajmuje się od 2003 roku.
Nieczęsto ogląda się film, po którym widzowie zastanawiają się, jakie środki osłonowe zastosować, by obraz nie wywołał katastrofy. Po przedpremierowym pokazie „Wołynia” dyskusja koncentrowała się właśnie na nich. Film Wojciecha Smarzowskiego jest jak komenda „sprawdzam”, po której staje się jasne, że ponad ćwierć wieku po upadku komunizmu w dialogu historycznym z Ukraińcami jesteśmy w punkcie wyjścia. Salonowe gesty, deklaracje kolejnych prezydentów i debaty historyków są bezbronne wobec siły rażenia dzikości zła, które wylewa się z ekranu. Potencjał tego „sprawdzam” jest nieporównywalny z wypranym z treści i przez lata poddanym inflacji zdaniem „przepraszamy i prosimy o przebaczenie”. (POECAMY CAŁĄ RECENZJĘ Zbigniewa Parafianowicza na portalu dziennik.pl)
Zachęcamy do komentowania materiału na naszym oficjalnym fanpage’u: https://www.facebook.com/semperkresy/
Kresy24.pl

