
Aleksander Łukaszenka wywołał lawinę spekulacji na temat swojej politycznej przyszłości. Podczas wizyty na poligonie pod Mińskiem dyktator zasugerował, że powołany niedawno do jego administracji były szef Sztabu Generalnego Paweł Murawiejko może zostać prezydentem Białorusi. Dla części nomenklatury taka deklaracja miała być kompletnym zaskoczeniem.
6 października Łukaszenka komentował decyzję o powołaniu Murawiejki na stanowisko zastępcy szefa swojej administracji. Nie ukrywał, że nominacja wywołała zdziwienie.
„Wszyscy się śmiali” – stwierdził, odnosząc się do reakcji na przeniesienie generała ze struktur wojskowych do administracji prezydenta. Białoruski dyktator oznajmił, że Murawiejko „na razie” został jego zastępcą, ale „może jutro zostanie prezydentem”. Zastrzegł wprawdzie, że jest to perspektywa odległa, jednak sam fakt publicznego wskazania nazwiska byłego wojskowego uruchomił spekulacje o planach dyktatora.
Murawiejko nie jest przypadkową postacią. To były szef Sztabu Generalnego, a więc człowiek z najwyższego szczebla białoruskiego aparatu bezpieczeństwa. Łukaszenka określa go jako „kompetentnego funkcjonariusza bezpieczeństwa” i podkreśla, że decyzję o jego nominacji podjął osobiście.
Nowe stanowisko również nie jest czysto reprezentacyjne. Murawiejko ma nadzorować strategiczne projekty, pracę regionalnych przedstawicieli Łukaszenki oraz rozpatrywanie skarg obywateli.
Nie byłby to pierwszy raz, gdy dyktator rzuca nazwiskami potencjalnych następców. W przeszłości wymieniał m.in. Jurija Karajewa i Władimira Karanika jako osoby mogące w przyszłości ubiegać się o najwyższy urząd.


