
Wadim Paszkowski. Fot: Spring96.org
Były białoruski więzień polityczny Wadim Paszkowski publicznie ujawnił, że został szantażem zwerbowany przez KGB i na polecenie służb Łukaszenki miał szpiegować w Polsce. Jego oświadczenie opublikowało białoruskie Centrum Praw Człowieka “Wiosna”.
Wszystko zaczęło się po wypuszczeniu mężczyzny z białoruskiej kolonii karnej w grudniu 2025 roku. Podjął pracę w filii międzynarodowego koncernu Kronospan w Mohylewie. Ponieważ jednak stosunki z pracodawcą źle się układały, postanowił odejść.
Kiedy przyszedł odebrać swoje wymówienie, w gabinecie dyrekcji czekało już na niego dwóch funkcjonariuszy w cywilu. Nie wylegitymowali się nawet, oznajmili mu, że “trzeba pomówić” i zabrali.
Zawieźli go wydziału KGB obwodu mohylewskiego i tam długo przesłuchiwali: za co siedział i czy otrzymał jakąś pomoc z organizacji praw człowieka, chociażby paczki z żywnością. W końcu wzięto go na wykrywacz kłamstw: badano czy “pracuje dla zagranicznych służb lub prowadzi działalność ekstremistyczną”.
Potem – bez żadnego nakazu – zrewidowano jego wynajmowany pokój, zabrano notebook i telefon. Po jakimś czasie znów zawieziono go do KGB i poinformowano, że znaleziono w nich “dużo plików, na podstawie których może zostać oskarżony o szpiegostwo przemysłowe”.
W końcu padła konkretna propozycja: albo 15 lat odsiadki, albo będziesz dla nas pracować. Wadim bał się wracać do więzienia, więc się zgodził. W sierpniu KGB poleciło mu, by wyjechał do Polski: “Masz tam zamieszkać, nawiązywać kontakty z ludźmi i co pewien czas nam meldować”.
Kazano mu też nawiązać relacje z białoruskimi organizacjami praw człowieka na emigracji i ubiegać się w nich o pomoc. Potem KGB pomogło mu wypełnić wniosek o wizę humanitarną do polskiej Ambasady w Mińsku. Miał napisać, że zwolniono go z pracy i że jest na liście “ekstremistów”, ale zataić oczywiście kontakty z KGB. Wizę otrzymał i 3 października przyjechał do Polski.
Natychmiast postanowił się zgłosić do polskich służb, aby o wszystkim opowiedzieć. “Od samego początku nie zamierzałem zostać szpiegiem. Ale bałem się, że jeśli oni się zorientują, to już mnie z Białorusi nie wypuszczą” – przyznaje.
“Dlatego teraz chcę publicznie to wszystko ujawnić. I jeszcze raz podkreślić, że nie podjąłem żadnej pracy dla KGB i nie zamierzam tego robić” – oświadczył Wadim Paszkowski.
Pozostaje mieć nadzieję, że teraz nikomu u nas nie przyjdzie do głowy, by wydalać go z powrotem na Białoruś. Dla wszystkich innych werbowanych szantażem Białorusinów byłby to bowiem jasny sygnał: nie przyznawajcie się w Polsce do niczego bo was znowu wydadzą w ręce reżimu. Tymczasem chodzi nam przecież właśnie o to, by inni w jego sytuacji zachowali się dokładnie tak samo.

