Za wiedzą Moskwy prorosyjscy separatyści utworzyli w okupowanym przez siebie Donbasie sieć obozów, w których zmuszają osadzonych do niewolniczej pracy – podało w czwartek niemieckie radio Deutschlandfunk, powołując się na ukraińską organizację Wschodnioukraińska Grupa Praw Człowieka.
Grupa obrońców praw człowieka, monitorująca sytuację na terytoriach okupowanych, stwierdza, że dochody z pracy przymusowej w obozach dochodzą do 500 tys. euro miesięcznie. Środki te przeznaczone są na finansowanie bojowników.
Według szacunki obrońców praw człowieka i dziennikarzy, w 20 obozach na terytoriach tzw. Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych, może być przetrzymywanych nawet 10 tys. więźniów. Znaczna część z nich to osoby, które zostały skazane na kary więzienia przez ukraińskie sądy jeszcze przed aneksją Donbasu, czyli do wiosny 2014 roku. Obecnie, ludzie ci powinni wyjść już na wolność po upływie wyroku, lub na podstawie amnestii, bądź skorzystać z innej formy złagodzenie kary stosowanej przez ukraińskie prawo.
Według dziennikarki Deutschlandfunk, więźniowie nie otrzymują za pracę żadnego wynagrodzenia, czasami tylko papierosy.
Sytuacja więźniów zakładów karnych, którzy nie są więźniami politycznymi, nie był dotychczas przedmiotem dyskusji podczas spotkań w tzw. formacie normandzkim. Ukraińskie organizacje praw człowieka zarzucają władzom w Kijowie, że nie troszczą się o tę kategorię więźniów.
Obozy pracy niewolniczej znajdują się min. w Ługańsku, w miastach Brianka, Alczewsk, Perewalsk, Pietrowski. To w tych miastach Obwodu Ługańskiego znajdowały się instytucje karne podległe Państwowej Penitencjarnej Służbie Ukrainy.
Kresy24.pl/AB


