
Fot: Dialog.ua
Rosjanie zaczęli wydobywać z gruzów w Doniecku szczątki ukraińskich rakiet i bomb kierowanych, które w nocy na 27 sierpnia uderzyły tam w rosyjskie stanowiska dowodzenia. I natrafili na coś, co zmroziło im krew w żyłach.
Zdaniem ekspertów, są to fragmenty pocisków manewrujących JDAM-LR o zasięgu ponad 550 km, których Ukraina nigdy wcześniej nie miała. Nikt też nie chwalił się, że przekazał je władzom w Kijowie – pisze Defense Express.
Resztki ukraińskich pocisków Flamingo, czy brytyjsko – francuskich Storm Shadow / SCALP, które także tam znaleziono, to dla rosyjskich specjalistów nic nowego. Ich uwagę przykuły jednak znalezione fragmenty skrzydełek manewrujących nieznanej im wcześniej rakiety i tabliczka z kodem 6F8W7 na jednym z nich.
Okazuje się, że to oznakowanie australijskiej kompanii zbrojeniowej Ferra Aerospace, która ściśle współpracuje z Boeingiem i specjalizuje się właśnie w produkcji skrzydeł do bomb kierowanych JDAM-ER.
Standardowo taki pocisk ma “niezbyt groźny” zasięg 75 km – za mało, żeby uderzyć nim z ukraińskiego samolotu w Donieck bez wchodzenia w zasięg rażenia rosyjskiej obrony powietrznej. Więc to nie te rakiety rozniosły tam dwa rosyjskie punkty dowodzenia 51 Armii. Skąd zatem ta tabliczka?
Odpowiedź nie jest dla Rosjan pocieszająca. Najprawdopodobniej jest to bowiem “groźny brat” pocisku JDAM-ER, czyli JDAM-LR. Ta jedna niepozorna literka czyni wielką różnicę, gdyż zasięg tej broni to aż 555 km. Faktycznie jest to sytuacja, gdy dzięki silnikowi odrzutowemu zwykła bomba lotnicza zamienia się w tym przypadku w rakietę.
Taki zasięg spokojnie wystarczy, aby uderzyć 500-funtowym ładunkiem Mk-82 nie tylko w Donieck, ale nawet w Moskwę. I oczywiście we wszystko po drodze. Po takim trafieniu 4-piętrowy budynek zamienia się w stos gruzów, jak miało to miejsce tym razem.
JDAM-LR jest naprowadzana GPS-em. Wcześniej zwykłe JDAM miały więc problemy z rosyjskimi systemami walki radio-elektronicznej. Obecne trafienia w Doniecku wskazują, że problemy te udało się już prawdopodobnie wyeliminować.
Ukraina ma też dość samolotów, by wystrzeliwać z nich takie pociski – nadają się do tego nie tylko F-16, ale także zmodernizowane MiG-29 i Su-27. Więc jeśli faktycznie Ukraińcy otrzymali JDAM-LR, nawet jeśli jest to niewielka partia, to rosyjskie sztaby i punkty dowodzenia w promieniu nawet setek kilometrów od linii frontu mają prawo czuć się realnie zagrożone.


