
Collage: Glavred
Drugi co do wielkości producent ropy na świecie musi żebrać o benzynę za granicą.
Gdyby jeszcze rok temu ktoś powiedział, że w Rosji zabraknie paliw uznano by go za niespełna rozumu. A jednak właśnie to się stało. Zmasowane naloty ukraińskich dronów na rosyjskie rafinerie sprawiły, że 95-tki nie ma już na 80% stacji w kraju – to najnowsze dane.
W Moskwie i Petersburgu benzyna 95 też jest tylko na co piątej stacji, a zatankowanie na Krymie i w Sewastopolu graniczy z cudem – tam ma ją tylko 1-2% stacji, czyli kilka na krzyż – pisze The Guardian.
Z olejem napędowym i innymi rodzajami benzyny jest zresztą niewiele lepiej. Wielkie sieci – Rosnieft i Gazprom Nieft sprzedają tylko 30 litrów na osobę, a na wielu stacjach można je kupić tylko na specjalne karty wydawane służbom ratunkowym i medycznym. A i to nie zawsze.
W rosyjskim Internecie roi się od nagrań długich kolejek, kłótni i bójek na stacjach dosłownie o każdy kanister paliwa. W Jakucku kolejka do stacji benzynowej ustawiła się w pięciu rzędach. Doba czekania to już standard. Władze miejskie ustawiły koło stacji toalety i dowożą wodę pitną.
Mieszkańcy Zabajkala i innych regionów graniczących z Chinami wożą paliwo w kanistrach właśnie stamtąd. Inni jeżdżą zatankować na Białoruś, albo do Kazachstanu. Pojawiło się już nawet określenie “benzynowa turystyka”. Gorzej jak ktoś mieszka w środkowej Rosji, gdzie do najbliższej granicy za daleko.
Tankowce rosyjskiej “floty cieni”, które jeszcze niedawno woziły w świat rosyjską ropę, teraz wożą paliwa w drugą stronę – z Turcji i Indii do rosyjskich portów nad Bałtykiem. Rosja zaczęła już nawet importować benzynę 92 tankowcami z Maroka i innych państw Afryki. Wszystko to, oczywiście, bardzo drogo kosztuje.
Tymczasem Kazachstan odmówił dostaw benzyny do Rosji – podaje Reuters. Oficjalnie władze tego kraju dały w tej sprawie wolną rękę swoim kompaniom paliwowym, a te nie zamierzają sprzedawać na rynek rosyjski, gdyż po prostu im się to nie opłaca. Koszty transportu zbyt wysokie, można narazić się na zachodnie sankcje, a w samym Kazachstanie też paliwa nie ma za dużo.
Z kolei Białoruś wprawdzie nie odmawia pomocy, tyle że miesięczna produkcja obu jej rafinerii to tyle, ile Rosja zużywa w jeden dzień. A teraz dodatkowo jedna białoruska rafineria została zamknięta na remont.
Rykoszetem oberwał także Tadżykistan, który wcześniej był niemal całkowicie zależny od dostaw paliw z Rosji po niższych cenach. Teraz nastąpiła tam kompletna benzynowa zapaść – wprowadzono limit tankowania 20 litrów na samochód, a władze próbują pilnie sprowadzić trochę paliwa z Iranu.
Naftowa potęga bez benzyny i musi o nią żebrać na całym świecie? Trudno o większe wizerunkowe poniżenie dla reżimu Putina – podsumowuje dziennik.


