9 osób w z ranami nożowymi w szpitalu, wielu kolejnych ciężko pobitych – to efekt brutalnego napadu 50-osobowej uzbrojonej w noże i kije grupy zamaskowanych bandytów na dwa akademiki w Charkowie, w których mieszkają zagraniczni studenci.
Około północy wielka banda w kominiarkach wdarła się do budynku, demolując wszystko co napotkała po drodze, tłukąc szyby. Napastnicy wyłamywali drzwi do pokojów, wyciągali studentów na korytarz i tam katowali – bili kijami i dźgali nożami.
“Siedzieliśmy na ławce koło akademika. Nagle jak spod ziemi wyskoczyła na nas ogromna banda w kominiarkach z kijami bejsbolowymi. Bez jednego słowa zaczęli bić. Zniszczyli też mój samochód zaparkowany przed akademikiem. Samochód kolegi – spalili” – mówi roztrzęsiony student Ali Alasafih.
“Bili, rżnęli nożami, pocięli trzech moich kolegów. Teraz są w szpitalu” – opowiada inny student Sad Altahaint. Wiadomo, że jeden z rannych to Arab, a dwóch – Ukraińcy, o pozostałych na razie nic nie wiadomo. Jeden ze studentów uciekał z rannymi do szpitala samochodem z przebitymi nożem oponami.
Pobito wszystkich, którzy nie zdążyli zabarykadować się w pokojach. Czterech studentów jest w stanie ciężkim, jeden w krytycznym – lekarze walczą o jego życie. “Leżał na ulicy i nie miał pulsu, ale zauważyliśmy, że oddycha. Wnieśliśmy go do akademika i reanimowaliśmy na stole w pokoju, a w tym czasie banda usiłowała wyłamać drzwi” – opowiada student Aleksiej.
Świadkowie pogromu mówią, że napad mógł być zemstą za wcześniejsze ekscesy zagranicznych studentów, które jakoby miały miejsce w Charkowie. “Tydzień temu był już jeden taki napad na akademik, ale wtedy pobili tylko Rosjan i poszczuli ich psem” – opowiada student Artiom Arkanija.
W piątek po południu milicja zatrzymała pierwszych pięciu podejrzanych o krwawy napad. Wszyscy są mieszkańcami Charkowa. Grozi im do 15 lat więzienia. Nie wiadomo na razie, czy są to ukraińscy nacjonaliści, czy jakaś banda miejscowych dresiarzy. Na kurtkach nie mieli żadnych emblematów, ani naszywek, część była w ogóle bez koszul.
Jest oczywiste, że rasistowski pogrom w Charkowie jest na rękę przede wszystkim Rosji i może poważnie popsuć międzynarodowy wizerunek Ukrainy. Jak na ironię, miał on miejsce na ulicy… Jarosza. Tak samo nazywa się lider ukraińskiego nacjonalistycznego Prawego Sektora.
https://www.youtube.com/watch?v=497wfd9VRjI
Nie był to zresztą jedyny tego dnia gwałtowny incydent w Charkowie. W czasie odbywającego się w miejscowym rosyjskim konsulacie przyjęcia z okazji Dnia Rosji kilkudziesięciu członków ukraińskiej organizacji “Straż Obywatelska” obrzuciło budynek jajkami i mąką, a także zbezcześciło herb Federacji Rosyjskiej. “Chcieliśmy pozdrowić kraj agresora z okazji jego święta” – tłumaczyli.
Rosyjski MSZ wystąpił już z oficjalnym protestem, oskarżając Ukrainę o złamanie dyplomatycznej Konwencji Wiedeńskiej.
Kresy24.pl
