“Przed chwilą koło Toreza zestrzeliliśmy An-26 i jeszcze jeden samolot. Ptaszek spadł i wala się gdzieś za kopalnią Progress” – pochwalił się Igor Girkin, były oficer rosyjskiego FSB, dowódca sił Donieckiej Republiki Ludowej. Kiedy składał to oświadczenie nie wiedział jeszcze, że zamiast ukraińskiej maszyny wojskowej zestrzelił samolot pasażerski z 295 osobami na pokładzie.
Informacja o zestrzelonym Boeingu nadeszła zaledwie kilka minut po wydaniu oświadczenia przez Girkina. Wiadomo już, że samolot został trafiony nad miejscowością Torez rakietą ziemia-powietrze Buk. Rakiety te dostarcza separatystom Rosja. Maszyna eksplodowała w powietrzu. Ciała ofiar zostały rozrzucone w promieniu 4 kilometrów. Teren, na którym doszło do tragedii, natychmiast otoczyły siły separatystów.
Na razie wpuszczają oni tam żadnych dziennikarzy, jedynie rosyjską ekipę LifeNews. Nie wpuszczane są również ekipy ratunkowe, ani miejscowi prokuratorzy.
Separatyści zamierzają przekazać “czarne skrzynki” zestrzelonego samolotu rosyjskiej komisji wypadków lotniczych MAK w Moskwie, tej samej, która “badała” przyczyny katastrofy smoleńskiej.
Tymczasem okazuje się, że na pokładzie malezyjskiego samolotu było 80 dzieci i 23 obywateli Stanów Zjednoczonych. Barack Obama interweniuje w tej sprawie u Władimira Putina – podaje Espreso TV.
Kresy24.pl / Espreso TV
