
Statek Brave Commandera jest załadowany zbożem dla Afryki. Port Południowy, 14 sierpnia 2022 r. Zdjęcie ilustracyjne. Fot: MininfraUA (Creative Commons)
Polska znów rozmawia z Ukrainą o zwiększeniu tranzytu zboża przez nasze terytorium do bałtyckich portów. Problem w tym, że od afery ze „zbożem technicznym” minęły już trzy lata, a do dziś nie poznaliśmy pełnej skali procederu, w którym ukraińskie ziarno trafiało na polski rynek, uderzając w krajowych producentów. Teraz Warszawa ma rozmawiać o udrożnieniu kolejnego kanału tranzytowego. Nic więc dziwnego, że pojawia się pytanie: czy Polska rzeczywiście wyciągnęła wnioski z tamtego kryzysu i czy jest przygotowana na kolejną falę ukraińskiego zboża?
Kijów zwrócił się w tym tygodniu do krajów europejskich o zwiększenie możliwości transportu tegorocznych zbiorów przez terytorium UE. Polska ze swojej strony miała zapowiedzieć jednak, że nie planuje zwiększenia tranzytu ukraińskich produktów rolnych. Jednocześnie trwają rozmowy dotyczące możliwości rozbudowy przepustowości połączeń kolejowych. Tak przynajmniej twierdzi dziennik Politico.
W tle są wspomnienia kryzysu, który trzy lata temu wywołał potężne napięcia na polskiej wsi. Teraz pojawia się kolejny problem: Ukraina chce nie tylko większego tranzytu, ale także możliwości czasowego składowania ziarna w Polsce.
Tymczasem Ukraina ma coraz większy problem z wywozem tegorocznych zbiorów. Rosyjskie ataki uderzają w infrastrukturę eksportową, a przepustowość alternatywnych szlaków jest ograniczona. Według danych cytowanych przez Reuters, we wrześniu eksport ukraińskiego zboża spadł aż o 60 proc., a zapasy ziarna wzrosły o 10 mln ton rok do roku.
Kijów szuka więc innych możliwości, przez porty Bałtyku. Problem w tym, że ziarno musi tam dotrzeć przez terytorium państw Europy Środkowej, w tym Polski. Polski resort rolnictwa zapewnia, że priorytetem pozostaje stabilność krajowego rynku i ochrona polskich producentów. Polski Związek Producentów Roślin Zbożowych otrzymał we wrześniu odpowiedź ministerstwa dotyczącą zabezpieczeń tranzytu i planowanych nowych korytarzy transportowych.
I właśnie tutaj wraca widmo wydarzeń sprzed trzech lat. Polska od września 2023 roku utrzymuje krajowy zakaz przywozu określonych produktów rolnych z Ukrainy, w tym pszenicy, kukurydzy, rzepaku i słonecznika. Jednocześnie przepisy wyraźnie dopuszczają tranzyt, pod warunkiem że towar opuści Polskę lub trafi do wskazanych portów.
Ale granica między jednym a drugim ma ogromne znaczenie. Bo teraz ukraińska strona podnosi kwestię czasowego przechowywania zboża w polskich magazynach celnych i silosach. Ukraińskie Ministerstwo Polityki Agrarnej poinformowało, że sprawdza informacje o możliwych ograniczeniach stosowanych przez polską administrację celną.
Ukraińska strona przekonuje, że magazyny są potrzebne jako logistyczny „bufor”, bowiem ziarno przyjeżdża z Ukrainy szerokim torem, trzeba je przeładować na wagony europejskie, a transport nie zawsze odbywa się płynnie. Bez czasowego składowania cała operacja może się blokować.
Dla Warszawy sprawa wygląda jednak znacznie bardziej ryzykownie. Jeżeli tranzyt ma być tranzytem, to towar musi przejechać przez Polskę i wyjechać dalej. Polski system prawny właśnie tak konstruuje wyjątek od zakazu importu. Tymczasem otwarcie szerszej możliwości magazynowania oznaczałoby powtórkę z 2023 roku. Wtedy napływ ukraińskich produktów rolnych doprowadził do gwałtownego konfliktu między Warszawą a Kijowem i potężnych protestów polskich rolników.


