Badania nastrojów protestacyjnych Białorusinów wykazały rzekomo, że pod pewnymi warunkami prawie 1 milion ludzi w kraju gotowych jest wyjść na akcje uliczne, a niemal 200 tysięcy rozważa nawet możliwość podjęcia działań zbrojnych. Tak przynajmniej wynika z badań prorządowych socjologów, których wyniki zostały opublikowane w przeddzień Nowego Roku przez Centrum Analityczno – Informacyjne (CAI) przy Administracji Prezydenta.
Koordynator projektu analitycznego Belarus Security Blog, politolog Andriej Porotnikow nie dostrzega jednak w tych danych realnego zagrożenia dla państwa. Widzi zupełnie coś innego.
„Są dwie rzeczy, które mogą nas zbić z tropu, – powiedział w wywiadzie dla portalu Thinktanks.by ekspert. – Po pierwsze, dlaczego publikuje się badania z 2016 roku pod koniec 2017. Przecież to wtedy wielki wpływ na nastroje społeczne miał – jak pamiętamy dekret „o pasożytach” (…).
Jak mówi Porotnikow, „trzeba zwrócić uwagę i zastanowić się, jaki sygnał władza chciała tą publikacją przekazać, i komu dedykowana jest publikacja dotycząca aktywności protestacyjnej Białorusinów”.
Jego zdaniem to nic innego jak próba zaszantażowania przez władze w Mińsku Rosji i Zachodu. W jakim celu? Aby wymusić na nich wsparcie w 2018 roku, który w rzeczywistości jest rokiem przedwyborczym.
„To jest takie ostrzeżenie: Panowie popatrzcie, jeśli nas nie wesprzecie, nie pójdziecie nam na rękę, lub coś jeszcze gorszego, przyczynicie się do zdestabilizowania sytuacji, nie wiadomo jak ta beczka prochu może się zachować i jak to się wszystko może zakończyć.Tak więc lepiej będzie jeśli spełnicie nasze oczekiwania. Tylko tak mogę odczytać fakt publikacji, innego wyjaśnienia nie znajduję”, mówi Porotnikow.
Kresy24.pl/ab


