
Fot: Försvarsmakten
Przygotowują miejsca pochówku dla setek tysięcy osób, testują krematoria na wypadek wielogodzinnych przerw w dostawie prądu i podczas ćwiczeń wojskowych symulują masowe pogrzeby. Jeszcze kilka lat temu taki scenariusz wydawałby się niewyobrażalny. Dziś powrót do zimnowojennych planów traktowany jest w Szwecji całkowicie poważnie. O tych szokujących przygotowaniach pisze „Le Monde”.
Władze i instytucje cywilne Szwecji ćwiczą postępowanie z masowymi ofiarami, parafie zaś mają zapewnić miejsca pochówku nawet dla 5 proc. ludności kraju – około 500 tys. osób.
Nie oznacza to, że Sztokholm przewiduje śmierć pół miliona swoich obywateli. To pochodzący jeszcze z czasów zimnej wojny wskaźnik wykorzystywany do planowania obrony cywilnej. Szwedzi uznali jednak, że w obliczu obecnej sytuacji bezpieczeństwa należy ponownie potraktować go bardzo poważnie.
Jak relacjonuje „Le Monde”, w maju podczas wielkich ćwiczeń wojskowych Aurora 26 w miejscowości Väddö na północ od Sztokholmu przeprowadzono niezwykle realistyczny trening obsługi ofiar wojny. W ćwiczeniach wykorzystano 500 worków na zwłoki. Zostały one obciążone, a dodatkowo nadano im zapach przypominający ludzkie ciało po śmierci.
Około stu pracowników szwedzkiego Kościoła luterańskiego ćwiczyło cały proces – od identyfikacji ofiar i wpisania ich danych do rejestrów po kontakt z odpowiednimi instytucjami. Jeżeli „poległy” był żołnierzem państwa sojuszniczego, należało powiadomić jego ambasadę. W przypadku żołnierza przeciwnika przewidziano kontakt z Międzynarodowym Komitetem Czerwonego Krzyża. Na końcu worki zostały umieszczone w przygotowanych wcześniej zbiorowych mogiłach.
Francuski dziennik wskazuje, że po zakończeniu zimnej wojny Szwecja w dużej mierze zrezygnowała z modelu tzw. obrony totalnej, w którym za bezpieczeństwo kraju odpowiadały nie tylko siły zbrojne, lecz także całe społeczeństwo i struktury cywilne.
Po rosyjskiej aneksji Krymu w 2014 roku Sztokholm zaczął odbudowywać ten system. Pełnoskalowa wojna rozpoczęta przez Rosję w 2022 roku dodatkowo przyspieszyła przygotowania. Dziś wojsko, policja, Kościół, administracja państwowa i inne instytucje mają ćwiczyć współpracę na wypadek konfliktu.
Za organizację cmentarzy odpowiada w Szwecji Kościół Ewangelicko-Luterański. Mimo że został oddzielony od państwa w 2000 roku, nadal pełni ustawową funkcję związaną z pochówkami.
Parafie mają dysponować terenami pozwalającymi na pochowanie liczby osób odpowiadającej nawet 5 proc. populacji kraju. To około 500 tys. miejsc. Szwedzka Agencja Obrony Cywilnej uspokaja Szwedów, że nie jest to prognoza liczby ofiar.
– Nie oznacza to, że spodziewamy się takiej liczby ofiar. Żeby jednak planować, potrzebujemy jakiegoś założenia – wyjaśnił „Le Monde” Jan-Olof Olsson odpowiedzialny za strategiczne planowanie w szwedzkiej obronie cywilnej.
Problemem mogą być przede wszystkim największe miasta, gdzie znalezienie odpowiedniej ilości terenu jest znacznie trudniejsze. Szwedzi sprawdzają również, czy system kremacji będzie działał w warunkach wojennych.
W kraju funkcjonuje 56 krematoriów, a około 86 proc. zmarłych jest poddawanych kremacji. W przypadku masowych ofiar liczba zwłok mogłaby jednak gwałtownie przekroczyć możliwości systemu. Dlatego przeprowadzono testy mające sprawdzić, czy krematoria będą mogły funkcjonować podczas przerw w dostawie energii.
Inspiracją są doświadczenia wojennej Ukrainy, gdzie prąd może być dostępny przez kilka godzin, a następnie ponownie znikać. Test w krematorium w Norrköping zakończył się pozytywnie. Chłodnie mogą utrzymać odpowiednią temperaturę bez zasilania nawet przez 48 godzin.
Sztokholm nie twierdzi, że wojna jest nieuchronna. Przygotowuje jednak państwo na najgorsze.



