Zawieszenie przez władze Ukrainy wypłat emerytur i pensji na terenach zajmowanych przez separatystów całkowicie pozbawiło ich obiegowej waluty. W tej sytuacji władze DNR zapowiedziały wprowadzenie rosyjskiego rubla jako równoległego z hrywną środka płatniczego. Tymczasem władze LNR oświadczyły, że będą miały własną walutę, dość zdumiewającą…
Jeden z liderów ługańskich separatystów Paweł Gubariew zapowiedział, że na zajmowanym przez nich terytorium zostanie wprowadzona nowa waluta – “rubel noworosyjski”. Ma też powstać własny Bank Centralny, a raczej – jak wyjaśnił Gubariew – “serwer do obsługi transakcji”.
Najciekawsze jest jednak, że kurs “noworosyjskiego rubla” nie będzie w żaden sposób powiązany z kursami jakichkolwiek innych światowych walut, dzięki czemu “nie będzie on podatny na wahania i manipulacje”. Trudno będzie taką “walutę” wymienić na jakąkolwiek inną, ale większym problemem jest w jaki w ogóle sposób określić jej wartość?
Gubariew znalazł jednak sposób: w Donbasie produkuje się dużo energii elektrycznej, dzięki czemu “wszystko można mierzyć w kilowatach”. Wartość “noworosyjskiego rubla” ma więc być równa wartości jednego kilowata i jednocześnie wartości jednego bochenka chleba.
No tak, tylko jak zmierzyć wartość tego kilowata czy bochenka chleba? W “noworosyjskich rublach”? Tego na razie lider separatystów nie wyjaśnił. Zresztą i tak nikt, kto przywykł do życia w skostniałym świecie dolara, euro czy funta, a nawet rosyjskiego rubla, nie byłby pewnie w stanie pojąć mechanizmu tego genialnego ekonomicznego odkrycia.
Rosyjskiemu rublowi i ukraińskiej hrywnie przybędzie więc pewnie wkrótce na Wschodzie konkurent – “kilowatochelborubel noworosyjski”. Ciekawe, która z tych walut najszybciej zamieni się w makulaturę?
Kresy24.pl / censor.net, hronika.info, glavred.info

