Ukraińscy emeryci w listach do deputowanych zagrozili masowymi samospaleniami, doprowadzeni do rozpaczy biedą i opodatkowaniem ich i tak głodowych emerytur. Nie mają już na jedzenie i ubranie, nie mówiąc o miejscu na cmentarzu.
“Po 48 latach pracy zawodowej mam emeryturę w wysokości 950 hrywien (ok. 150 PLN). Kiedy przyszedłem do państwowego funduszu emerytalnego, żeby zapytać dlaczego tak jest, powiedzieli mi: nie słyszeliście, co premier mówi? Zarezerwujcie sobie miejsce na cmentarzu!” – skarży się jeden z emerytów w liście do deputowanego Jurija Lewczenki.
Oburzenie ukraińskich emerytów wywołało niedawne obłożenie ich emerytur 15-procentowym podatkiem. “Dostałem list od człowieka, który pisze, że z jego emerytury w wysokości 1170 hrywien będzie teraz potrącane na rzecz państwa 320 hrywien. Państwo nie ma sumienia” – mówi inny deputowany, Jurij Derewianko.
“Oddajcie mi moje pieniądze, albo publicznie się podpalę! Może mam wziąć sznurek i się powiesić, albo rzucić się do wody?” – takie groźby pojawiają się według deputowanych w listach od emerytów coraz częściej. Zagrożenie pojawieniem się emerytów-kamikadze staje się realne – ostrzegają deputowani. Tymczasem w ukraińskim budżecie po prostu nie ma pieniędzy na emerytury.
“Rząd – to bezduszna maszyna, która stawia sobie tylko jedno pytanie: skąd wziąć dodatkowe pieniądze. Zedrą z każdego, nawet z emerytów. Dlatego ani emeryci na Ukrainie, ani emeryci w Donbasie, ani żołnierze walczący z rosyjskim agresorem nie mogą liczyć na nic” – przyznaje ukraiński politolog Siergiej Gajdaj.
“Ochotnikom w wojsku wydają tylko spodnie i zardzewiały karabin maszynowy” – mówi Gajdaj, którego koledzy sami zgłosili się do służby wojskowej. Według niego, armię ratują dziś wyłącznie tacy ochotnicy, a dowództwo jest skorumpowane. “Prezydent zasłania się dużą liczbą ochotników, a zaopatrzenia i wyposażenia jak nie było, tak nie ma” – podsumowuje politolog.
Kresy24.pl



Dodaj swój komentarz