Maniera na cynizm i pogardę przekroczyła progi świata polityki i wkracza do białoruskiego biznesu. Świadczy o tym wypowiedź przedstawiciela biznesmenów młodej generacji, który nie waha się publicznie nazywać ludzi pracy „zbędną biomasą” a zakłady pracy „gettami”.
Gospodarka centralnie planowana, ręcznie sterowanie przez Łukaszenkę wszystkimi sektorami produkcji, to nie mogło się skończyć inaczej niż krachem białoruskich nierentownych zakładów. Niestety skutki takiej polityki ponoszą robotnicy tysiącami zwalniani ze swoich miejsc pracy.
Tymczasem podczas spotkania przedstawicieli białoruskich firm, gdzie poruszano min. problemy nieuchronnej automatyzacji produkcji i społecznej funkcji krajowego przemysłu, jeden z prelegentów- szef firmy logistycznej Apply Logistic zaskoczył zebranych szczerością:
„Jednym z problemów gospodarki, który przed nami stoi, to nadmiar ludzi, – powiedział Dmitrij Czernomorec, – a mianowicie, nadmiar biomasy. Widzimy, jak szybko postępuje automatyzacja procesów produkcyjnych i handlowych. Wszystkie firmy myślą o redukcji personelu serwisowego. Państwo będzie musiało utrzymać tę zbędną biomasę.
– Głównym zadaniem mińskich zakładów samochodowych i fabryki traktorów – nie jest produkcja samochodów ciężarowych i ciągników – powiedział przedstawiciel młodego pokolenia biznesu. – To są getta służące do utrzymywania ludzi, żeby z nożami nie pobiegli naszych Porsche dewastować”– powiedział Czernomorec.
Kresy24.pl
