
Collage / fot: media społecznościowe
Ukraina sparaliżowała już 45 proc. rosyjskiej produkcji paliw – ogłosił Wołodymyr Zełenski. Władze Rosji znów ograniczyły sprzedaż benzyny, a ukraińskie drony kontynuują mordercze rajdy na rafinerie Putina. Tymczasem nieoczekiwanie pojawił się zupełnie nowy problem i to tam, gdzie Kreml się tego najmniej spodziewał.
“Nie mają wystarczającej ilości diesla – zniszczyliśmy 45 proc. ich mocy” – oznajmił Zełenski na spotkaniu z mediami w USA. Podkreślił, że ukraińskie ciosy w rafinerie to odpowiedź na rosyjskie ataki na energetykę Ukrainy.
Ostatnio ukraińskie drony FP-1 uderzyły 20 września w rafinerię Kapotnia w Moskwie. Sztab Generalny w Kijowie poinformował o uszkodzeniu tam instalacji przerobu ropy AVT-6 i systemu izomeryzacji.
22 września nastąpił kolejny cios – w rafinerię Kujbyszewską w Samarze, jedną z większych w Rosji. Zaledwie dzień później rafineria ta znowu płonie. Na nagraniach widać gęsty, czarny dym nad przemysłową częścią miasta. Na razie nie wiadomo, czy to skutek nowego ataku, czy pożar z poprzedniego dnia rozgorzał na nowo. W nocy w mieście wyły syreny, a lotnisko wstrzymało pracę.
Kolejny w ciągu dwóch dni nalot dronów odpiera też Ufa w Baszkirii. Nad tamtejszą rafinerią znów unosi się dym, a mieszkańcy i analitycy OSINT informują o eksplozjach i wystrzałach obrony powietrznej. Tu również lotnisko nie działa. To miasto jest szczególnie ważne dla rosyjskiej energetyki – są tu aż trzy duże zakłady rafineryjne Baszniefti, wszystkie były atakowane już w sierpniu.
Rosyjski rynek paliw dotkliwie cierpi i wprowadza nowe ograniczenia. Od 23 września w obwodzie kałuskim kierowcy mogą tankować tylko w określone dni “parzyste-nieparzyste”, zależnie od rejestracji auta. I tylko do baku, do kanistrów nie wolno – donosi Deutsche Welle. “Są lokalne zakłócenia logistyczne w dostawach do stacji. Wróciły kolejki” – przyznaje miejscowy gubernator.
Również na drugim końcu Rosji, w Kraju Zabajkalskim, od 23 września sieci BRK i Kors ograniczyły sprzedaż do 15 litrów benzyny na bak. Władze twierdzą, że przy takim limicie zapasów paliwa w regionie starczy na 20 dni. Również w innych rosyjskich regionach wracają ograniczenia, które były już w lecie, a potem zostały nieco złagodzone.
Tymczasem w Jakucji pojawił się inny nieoczekiwany problem energetyczny, nie związany z paliwem. W wielkiej hydroelektrowni Neriungrińska wybuchł 22 września pożar, który uszkodził transformatorową podstację bloku energetycznego, generator i inne urządzenia. Jeden pracownik doznał poparzeń.
W wyniku tego elektrownia o mocy 570 MW – podstawowe źródło energii dla całej Jakucji – wstrzymała pracę. Władze pilnie szykują rozwiązania awaryjne – kotły na mazut i lokalne kotłownie wodne. Awaria nastąpiła niemal na samym początku sezonu grzewczego, gdy temperatury zaczęły w nocy spadać poniżej zera.
Tak więc Rosja – mimo że ma przecież olbrzymie zasoby energii i ropy – nie jest w stanie zapewnić ludności bieżących dostaw paliw. Teraz pojawiły się dodatkowe problemy z prądem. A przecież zima dopiero się zbliża.



