Po niedawnej farsie puczu w Ankarze wydawało się, że Turcja odwraca się do Zachodu – tego unijnego i tego natowskiego – plecami, szukając zbliżenia z Rosją. Tymczasem…
Tymczasem na pierwszy rzut oka wygląda to ta, że konsolidujący władzę w swym ręku prezydent Recep Erdogan wykonał niespodziewaną woltę.
Dzisiaj wieczorem biuro prasowe biuro prasowe głowy ukraińskiego państwa powiadomiło o rozmowie telefonicznej między oboma przywódcami.
Erdogan zapewnił swego naddnieprzańskiego kolegę, że Turcja “nie uznaje okupacji Krymu” a także wyraził swe przywiązanie do integralności terytorialnej Ukrainy.
W rewanżu, Poroszenko zapewnił swojego rozmówcę o poparciu dla wybranych zgodnie z prawem władz tureckich. Stanowiło to aluzję do niedawnego “puczu” w Ankarze.
I co z tego?
Takie rozmowy nie funkcjonują jedynie w obrębie swej dosłowności, ale posiadają oczywisty walor symboliczny. Po umizgach do Putina, rozmowa z Poroszenką jest jak gdyby krokiem w drugą stronę.
Można też powiedzieć dosadniej: wobec rosyjskich manewrów na okupowanym półwyspie jest to dla Putina policzek. Być może pewną rolę odgrywa tutaj przekonanie o historycznym prawie Turcji do opieki nad krymskimi Tatarami.
Naszym zdaniem jednak jest to element zjawiska, o którym pisaliśmy przed paroma tygodniami. Turcja pragnie wyjść z logiki niegdyś zwanej zimnowojenną. Amerykańska kuratela ciasna, zbyt bliski alians z Rosją – też niedobry.
Tym bardziej, że chyba właśnie Erdogan przelicytował w negocjacjach z Waszyngtonem, skutkiem czego Jankesi wyprowadzają właśnie część swej broni nuklearnej z Turcji do Rumunii.
Zachęcamy do komentowania materiału na naszym oficjalnym fanpage’u: https://www.facebook.com/semperkresy/
Kresy24.pl
