
Iwan Preobrażeński / Kolaż: Glavred
Sąd Najwyższy Federacji Rosyjskiej wykluczył z wyborów do Dumy Państwowej Federacji Rosyjskiej jedyną partię antywojenną, „Jabłoko”. Sąd podjął tę decyzję po rozpatrzeniu pozwu prorządowej partii „Rodina”, która oskarżyła partię o ekstremizm i naruszenie praw autorskich. To był pretekst.
Kreml chciał zamknąć niewygodny temat przed wrześniowymi wyborami. Tymczasem właśnie stworzył problem, którego nie da się już tak łatwo zdusić. Decyzja o wykluczeniu antywojennej partii „Jabłoko” z wyborów do Dumy Państwowej wywołała zjawisko, którego rosyjskie władze najwyraźniej się nie spodziewały – młodzi Rosjanie zaczęli się organizować.
Politolog Iwan Preobrażeński uważa, że władze popełniły fatalny błąd. Jego zdaniem Kreml uznał, że „Jabłoko” jest politycznie martwe i nie stanowi żadnego zagrożenia. Tymczasem partia nagle stała się miejscem, wokół którego gromadzą się ludzie sprzeciwiający się wojnie i represjom. Szczególnie młodzi Rosjanie.
Warto zaznaczyć, że w warunkach coraz ostrzejszej cenzury i represji otwarta krytyka wojny stała się w FR niezwykle ryzykowna.
Tymczasem, jak zauważył w rozmowie z kanałem Gławred Preobreżeński, władze rosyjskie nie doceniły zmęczenia rosyjskiego społeczeństwa rosyjską agresją na Ukrainę, wojną, faktem, że wojna rozprzestrzeniła się na terytorium samej Rosji.
„Nie potraktowały poważnie nawet zleconych i opublikowanych przez siebie badań socjologicznych, według których ponad połowa, a nawet znacznie więcej niż połowa Rosjan, w taki czy inny sposób, opowiada się za zakończeniem działań wojennych i rozpoczęciem jakichkolwiek negocjacji pokojowych”.
Władze najwyraźniej uznały, że partia nie ma już znaczenia. Według Preobrażeńskiego zakładano, że nawet gdyby zdobyła symboliczne poparcie, można będzie przedstawić jej zwolenników jako marginalną grupę „zdrajców”.
Stało się jednak coś innego.
Wokół „Jabłoka” zaczęli pojawiać się młodzi ludzie, którzy wcześniej mogli nawet nie znać tej partii ani jej lidera Grigorija Jawlińskiego. W mediach społecznościowych zaczęto wykorzystywać symbol jabłka, i nawoływać do aktywności na rzecz pokoju.
Preobrażeński ostrzega, że w Rosji mogło powstać coś znacznie ważniejszego niż pojedynczy protest. – Ryzyko (dla Kremla) efektu „kuli śnieżnej” jest realne – ocenia politolog.
Mechanizm jest prosty. W państwie, w którym ludzie boją się więzienia nawet za słowa, możliwość wspólnego pojawienia się na ulicy może nagle stworzyć poczucie — „nie jestem sam, jesteśmy siłą”.
To właśnie jest największym zagrożeniem dla Kremla.
Do tej pory represje skutecznie rozbijały wszelkie próby organizowania opozycji. Aktywni przeciwnicy reżimu trafiali do więzień albo wyjeżdżali z kraju. Wielu pozostałych Rosjan po prostu bało się wychodzić z domu.
Tymczasem pojawiło się nowe pokolenie młodych Rosjan, którzy mają coraz mniej do stracenia.
Według Preobrażeńskiego najbardziej aktywną część starszego pokolenia albo uwięziono, albo zmuszono do emigracji. Młodzi natomiast dorastali już pod rządami Putina i nie znają innej rzeczywistości.
Jednocześnie coraz częściej mogą mieć poczucie, że wojna odebrała im przyszłość.
To właśnie dlatego sprawa „Jabłoka” może mieć znaczenie znacznie wykraczające poza samą partię.
– Ważne jest, czy społeczeństwo zaczęło się budzić – wskazuje politolog.
Zdaniem Preobrażeńskiego Władimir Putin nie zamierza zmieniać kursu. Wojna jest dla niego nie tylko projektem politycznym, ale również sposobem na odsuwanie problemów, które mogłyby pojawić się po jej zakończeniu.
Dlatego Kreml może jednocześnie kontynuować agresję, prowadzić tajną mobilizację i zaostrzać kontrolę nad społeczeństwem.
Problem w tym, że każde kolejne uderzenie w przeciwników wojny może przynieść efekt odwrotny do zamierzonego.



