Kijowski organizator Konkursu Piosenki Eurowizji nie zezwolił zwyciężczyni zeszłorocznej edycji – Dżamali – na udział w ceremonii otwarcia, w tym na występ na czerwonym dywanie.
Powiadomił o tym na swoim facebooku dyrektor PR artystki, Denys Kozłowski.
Wczoraj we wstępnym przemówieniu, prezydent Petro Poroszenko zwrócił się do swych rodaków słowami: “niezależnie od tego, kto wygra konkurs, będzie to zwycięstwo wartości europejskich: europejskiej jedności i solidarności.
Dzisiaj mamy pierwszy zgrzyt. Zwyciężczyni zeszłorocznej edycji Eurowizji, krymska Tatarka reprezentująca Ukrainę, wyróżniona przez Poroszenkę tytułem Ludowego Artysty Ukrainy nie zostaje wpuszczona na uroczystość otwarcia.
To policzek dla prezydenta i dla całej Ukrainy.
Organizatorzy imprezy tłumaczą swą decyzję regulaminem. Coś tu jednak nie gra, skoro na zeszłorocznym otwarciu pojawił się zwycięzca konkursu sprzed dwóch lat – Mans Zelmerlow ze Szwecji.
W tym kontekście na żart zakrawa fakt, iż organizatorzy zaproponowali Dżamali, by przyleciała na ceremonię helikopterem – jak, czytamy – “dla dobra image’u Ukrainy”. Zwłaszcza, że nie dysponowali zgodą na taki przelot.
Naszym zdaniem: inni szatani są tu czynni. Prawdopodobnie ktoś chciał wrobić śpiewaczkę w “rozbijanie się helikopterem”, gdy oto “ludzie z trudem wiążą koniec z końcem”, a gdy to się nie udało, zamknąć jej drzwi przed nosem.
Kresy24.pl
