“W polskim Gdańsku prawie zginęła rodzina z Kaliningradu. Policja zna tożsamość przestępców, ale nic z nimi nie robi. A przecież miasto żyje z rosyjskich turystów. Dlaczego rusofobia Polaków przybiera coraz bardziej agresywne formy?” – podaje w sensacyjnym tonie należąca do Gazpromu telewizja NTV, która wyemitowała reportaż oparty na wypowiedziach córki poszkodowanych, której nie było w Gdańsku wtedy, gdy doszło do opisywanych wydarzeń.
Jeśli wierzyć oficjalnym statystykom oraz gdańskiej policji, w tych trzech zdaniach niewiele jest prawdy. Najpierw statystyki – wbrew temu, co sugeruje NTV, rosyjscy goście nie należą do najczęściej odwiedzających Gdańsk obcokrajowców. W sezonie letnim 2017 roku, rekordowym, najwięcej było oczywiście Polaków, a z zagranicznych turystów najwięcej (33,9 proc.) to obywatele Niemiec, 14,9 proc. krajów skandynawskich, a 11,7 proc. Wielkiej Brytanii (wyliczenia Gdańskiej Organizacji Turystycznej). Według danych MSWiA, w drugim kwartale 2016 roku, w ostatnim ostatnim kwartale funkcjonowania małego ruchu granicznego między Polską a Rosją, goście z Rosji wydali na całym objętym nim obszarze Polski (część Pomorza oraz część warmińsko-mazurskiego) w sumie ok. 65 mln zł. Teraz nie prowadzi się takich statystyk, ale z pewnością jest to jeszcze mniej.
A jeśli chodzi o samo wydarzenie – nawet jeśli miało miejsce w takiej formie jak opisują to Rosjanie, byłby to bodaj pierwszy taki przypadek w Gdańsku i okolicach ataku na Rosjan z przyczyn narodowościowych. Co byłoby oczywiście pożałowania godne, natomiast jedno zdarzenie to chyba za mało, by insynuować, jak to robi NTV, że to cały trend i “rusofobia Polaków przybiera coraz bardziej agresywne formy”. Niezależnie od tego wszystkiego, w tej sytuacji mamy słowo córki poszkodowanych przeciwko słowom przedstawicieli gdańskiej policji, co utrudnia jej wyjaśnienie i zaciemnia obraz sytuacji.
Obie strony zgadzają się co do tego, że w samochodzie była wybita szyba. Co do reszty, są same rozbieżności.
W Rosji medialna burza zaczęła się zaś od wpisu na jednym z portali społecznościowych autorstwa Jeleny Biereżnej, która jest córką poszkodowanych, a także dyrektorką muzeum na zamku w Niekrasowie w Obwodzie Kaliningradzkim. Nie było jej na miejscu, sprawę zna z relacji rodziców. Na Pomorzu jako pierwszy o sprawie poinformował portal Trojmiasto.pl, gdyż jedna z czytelniczek zauważyła burzę w rosyjskim internecie i przetłumaczyła wpis z prośbą do redakcji o zainteresowanie się problemem.
Jak czytamy na portalu Trojmiasto.pl, pani Jelena twierdzi, że podczas weekendowego pobytu w Gdańsku jej rodzicom i jej córce przytrafiło się przykre, a wręcz niebezpieczne zdarzenie. Jak pisze, na ich samochód mercedes, który stał prawidłowo zaparkowany, zostały zrzucone kamienie z budynku przy ul. Powroźniczej. Do wpisu załączono zdjęcie rozbitej tylnej szyby auta. “Mama i córka wyszły w biały dzień na ulicę [z pobliskiego hotelu – przyp. red.] i uruchomiły samochód, żeby się rozgrzał. W międzyczasie razem karmiły ptaki. Mama wkładała dziecko do samochodu i w tej chwili z okna drugiego piętra domu, obok którego zaparkowano samochód, spadł grad kamieni. Nie kamyków, lecz całkiem dużych kamieni, które mogły rozbić głowę człowieka. Dzięki Bogu, nikt z moich bliskich nie został ranny” – relacjonuje.
Potem pisze, że wezwana na miejsce policja zignorowała to, że Rosjanie wskazywali policji, z którego okna miały zostać rzucone kamienie, a zamiast tego policjanci mieli być aroganccy i zajęli się weryfikowaniem legalności pobytu poszkodowanych. Całość relacji i szczegóły tutaj.
Gdańska policja wydała oświadczenie o następującej treści: “W sobotę o godz. 10:30 policjanci z Komisariatu II Policji w Gdańsku otrzymali zgłoszenie od obywatela Rosji o tym, że przy ul. Powroźniczej nieznani sprawcy uszkodzili samochód marki Mercedes. Policjanci przyjęli zawiadomienie o zniszczeniu pojazdu. Właściciel straty oszacował na 500 zł. Funkcjonariusze podczas oględzin miejsca zdarzenia zabezpieczyli ślady i dążą do ustalenia i zatrzymania sprawców. Sprawdzamy okoliczności tego zajścia, weryfikujemy zebrane informacje, ustalamy świadków oraz monitoring do prowadzonej sprawy”.
Jak pisze trójmiejski dodatek “Gazety Wyborczej”, policja twierdzi, że mieszkanie zostało sprawdzone i nic nie wskazywało na to, by z niego zostały rzucone kamienie. Mieszka tam niekarane małżeństwo. Monitoring nie zarejestrował momentu zniszczenia szyby. Monitoring nie pokazuje też tego, o czym napisała Jelena Bierieżna, że poszkodowani Rosjanie wskazywali policji podejrzane okno. Policja twierdzi też, że sprawdzenie dokumentów to rutynowa procedura i cała interwencja policji na miejscu nie zajęła dłużej niż godzina.
Komendant miejski wszczął postępowanie wyjaśniające. Media lokalne donoszą też, że poszkodowani zostaną po raz drugi przesłuchani.
MaH
fot. Facebook.com

