Władimir Putin może się już chyba ostatecznie pożegnać z 3-ma mld dolarów, które pożyczył kiedyś Wiktorowi Janukowyczowi, a teraz domaga się ich zwrotu od Ukrainy. Według nieoficjalnych informacji ze źródeł w ukraińskim rządzie – spłaty długu nie będzie.
20 czerwca br. przypada termin płatności przez Ukrainę Rosji 75 mln USD odsetek z tytułu euroobligacji, które Moskwa nabyła od Ukrainy w czasie prezydentury Janukowycza. “Nie sądzę, abyśmy zapłacili” – mówi w rozmowie z portalem Apostrof przedstawiciel ukraińskiego rządu.
“Te 75 mln USD to w sumie nie jest dużo i teoretycznie można by to było zapłacić. Ale jestem przekonany, że Kijów nie będzie płacić biorąc pod uwagę straty, jakie poniosła Ukraina w wyniku aneksji Krymu. Są one wielokrotnie większe niż ten dług” – ocenia ukraiński ekonomista Aleksander Żołudź.
Do tego, żeby nie spłacać zadłużenia wobec Rosji przekonała Ukraińców ostatecznie niedawna decyzja Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który zapowiedział, że będzie finansował projekty na Ukrainie nawet w sytuacji kiedy Kijów zaprzestanie spłaty długów zagranicznych.
Wcześniej na niespłacanie długów pozwolił rządowi parlament ukraiński, szczególnie w sytuacji 40-miliardowej dziury w budżecie kraju. Z pozostałymi wierzycielami Ukraina negocjuje obecnie restrukturyzację długów i już uzyskała ich zmniejszenie o 15 mld USD. Rosja odmówiła negocjacji, więc pewnie nie odzyska nic.
Można jednak zauważyć, że Moskwa i tak miała dużo szczęścia przelewając Janukowyczowi jedynie 3 mld USD. Była to bowiem tylko pierwsza transza w ramach przyznanego w 2013 r. Ukrainie przez Rosję kredytu w wysokości 15 mld USD.
Pozostała kwota nie zdążyła wpłynąć, gdyż wybuchła rewolucja na Majdanie i Kreml wstrzymał płatności. Mało więc brakowało, a Putin miałby dzisiaj “w plecy” znacznie większą sumę.
Kresy24.pl
