Nowe poczynania – stara śpiewka. Zdaniem Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, Kreml wytłumaczy swą agresywną operację “ochroną ludności rosyjskiej” poza granicami kraju.
Kolejna – która to już? – próba dalszej destabilizacji sytuacji polityczno-ekonomiczno-społecznej na Ukrainie (szczegóły nieznane albo niepodane) zostanie przeprowadzona jesienią 2018 roku i będzie dopełniona wysłaniem regularnych rosyjskich wojsk do Donbasu, a być może i dalej.
Takie są najważniejsze wnioski płynące z dzisiejszego briefingu zastępcy szefa SBU – Wiktora Kononeki, powołującego się na osobę z “otoczenia Władimira Putina”. Owo otoczenie ma być żywo zainteresowane “stworzeniem warunków wstępnych dla wprowadzenia oddziałów zbrojnych na Ukrainę pod pretekstem ochrony rosyjskiej ludności tych ziem”.
Sposobem osiągnięcia tych warunków ma być stworzenie band osiłków, którzy w przebraniu ukraińskich nacjonalistów – to element nieodzowny – będą tłuc się z uczestnikami rosyjskich imprez i demonstracji. No i wtedy – samo Państwo rozumiecie – Putin nie będzie mógł zostawić swoich rodaków w biedzie.
Odkąd Rosja Rosją – zawsze lubi sięgać po nieswoje. W ciągu 1000 lat swojej historii używała ona czterech głównych argumentów, mających usprawiedliwić przed sobą samym i przed światem kolejne podboje: najpierw – jeszcze w XV wieku – posłużono się koncepcją Trzeciego Rzymu, następnie sięgnięto po argument zbierania “ziem ruskich”, później bolszewicy rzucili hasło światowej rewolucji, a obecnie Putin raczy nas opowieściami, że ma prawo interweniować wszędzie tam, gdzie mieszka choćby pół Rosjanina.
Telesfor


