“Koszmar!” – tak jednym słowem skomentował przedstawiciel służb finansowych rosyjskiego rządu “skromną” prośbę prezesa koncernu Rosnieft Igora Sieczina do premiera Dmitrija Miedwiediewa.
1,5 tryliona rubli – tyle potrzeba na spłatę gigantycznego zadłużenia naftowego molocha – podają rosyjskie “Wiedomosti” i “Moskowskij Komsomolec”. To więcej niż wynosi cały roczny budżet Rosji na służbę zdrowia, edukację i gospodarkę komunalną razem wzięte.
Skąd te problemy? Przecież jeszcze dwa tygodnie temu władze Rosniefti chełpiły się, że amerykańskie sankcje im nie straszne bo na rynku naftowym jest doskonała koniunktura. Widać nie aż tak doskonała…
Przypomnijmy, że Stany Zjednoczone w ramach sankcji wobec Rosji zabroniły amerykańskim firmom prowadzenia jakichkolwiek operacji kredytowych z kilkoma wielkimi rosyjskimi podmiotami: Rosnieft, Nowatek, Gazprombank i Wnieszekonombank. Natomiast Unia Europejska analogicznych sankcji formalnie nie ogłosiła. Jednak podmioty z tych krajów, ściśle współpracujące z rynkiem amerykańskim, wolały nie zadzierać z Waszyngtonem i faktycznie do sankcji się przyłączyły.
Nagle okazało się więc, że Rosnieft nie ma skąd pożyczyć pieniędzy na spłatę swoich długów, w które wpadła kupując w zeszłym roku za gotówkę inny rosyjski podmiot – TNK. Łącznie długi te wynoszą 2,2 tryliona rubli (61 mld USD). 17 mld USD Rosnieft ma otrzymać ze sprzedaży ropy do Chin, brakuje więc 44 mld USD i tyle Sieczin chce dostać od Miedwiediewa.
Ale raczej nie dostanie. “Nie ma takiej możliwości. Centralna rezerwa państwowa jest już rozdysponowana na inne cele” – mówi w rozmowie z dziennikarzami ekspert rosyjskiego rządu. Więc co dalej? Cóż, z pustego nawet Putin nie naleje…
Tymczasem według szacunków niezależnych rosyjskich ekspertów, w ciągu najbliższych dwóch lat Rosja może stracić na skutek amerykańskich sankcji ok. 200 mld USD. Z czasem grozi to całkowitym wyczerpaniem rezerw walutowych Rosji i lawinowo rosnącą inflacją.
Kresy24.pl / Wiedomosti, Moskowskij Komsomolec

