Minister spraw zagranicznych Federacji Rosyjskiej wykonuje umizgi względem Polski akurat wtedy, gdy ropa Arabii Saudyjskiej wypiera rosyjską. Czy Polska korzysta w ten sposób na wojnie cenowej na rynku ropy? – zastanawia się Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.
Reuters podał, że saudyjska ropa zyskuje klientów w Europie, w tym w Polsce, dzięki rabatowi wprowadzonemu po upadku starego porozumienia naftowego OPEC+ przez nieporozumienia z Rosją. Chociaż Arabia i Rosja zawarły nowe porozumienie, to ma zacząć obowiązywać od maja tego roku, a wojna cenowa trwa. Naftoport w Gdańsku ma przez to odebrać w kwietniu 560 tys. ton saudyjskiej ropy, a nie odbierze żadnego ładunku z Rosji. Refinitiv podaje, że Saudi Aramco oferuje klientom europejskim premię do frachtu oraz odroczenie płatności o 90 dni. Taka oferta mogła skłonić polskie PKN Orlen i Grupę Lotos do zwiększenia zakupów.
Byłaby to kontynuacja trendu zapoczątkowanego w 2016 roku, kiedy PKN Orlen zawarł pierwszą umowę długoterminową z Saudi Aramco, obierając kurs na dywersyfikację źródeł dostaw i zmniejszenie zależności od kierunku rosyjskiego. Ta zmiana wywołała nerwową reakcję prezesa Rosnieftu Igora Sieczina i jego głośną wypowiedź o tym, że Saudyjczycy wkraczają na terytorium tradycyjnie znajdujące się w sferze wpływów rosyjskich firm naftowych. – Wracając do konkurencji, chcę powiedzieć, co widzimy obecnie. Arabia Saudyjska po raz pierwszy weszła nawet na rynek Polski, dostarczając ropę do Gdańska. Stosują oni aktywnie dumping cenowy – powiedział szef Rosnieftu cytowany przez Reutersa w 2015 roku, kiedy trwał poprzedni kryzys cen ropy i rywalizacja cenowa z Arabią. Wygląda na to, że współczesny kryzys to powtórka z historii o wojnie cenowej.
Co zrobią Rosjanie?
Wydaje się, że była to bardziej szczera wypowiedź prezesa Rosnietu, niż obecne opowieści Sieczina o tym, że kryzys cen ropy szkodzi tylko USA i Arabii Saudyjskiej. Także Kreml stara się utrzymywać dobrą minę do złej gry. Podczas gdy 22 kwietnia cena ropy amerykańskiej WTI zbliżyła się do 10 dolarów, a Brent do 16 dolarów, rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow przekonuje, że nie ma powodów do obaw i odnosi się do faktu, że cena majowych kontraktów WTI była ujemna. – Odnośnie do tego jednego sygnału z rynku futures, to absolutnie wynik momentu spekulacji, czysto handlowego, który miał związek z datą zamknięcia handlu futures majowych. Oczywiście nie należy go malować w apokaliptycznych barwach – powiedział cytowany przez Russia Today, propagandowy organ Federacji Rosyjskiej. Zdaniem Pieskowa ceny spoza kontraktów majowych nie spadły tak nisko i nie ma powodów do „zbyt negatywnej oceny sytuacji”. Przyznał, że „sytuacja jest nieprzyjemna” a w razie czego Rosja może wykorzystać „zasoby, które ma pod ręką”. Budżet rosyjski jest uzależniony od sprzedaży ropy i zaprojektowany w 2020 roku w uzależnieniu od założenia, że ropa będzie kosztować 42,4 dolary. Rosjanie posiadają jednak rezerwy finansowe pozwalające jej realizować budżet pomimo niższej ceny baryłki. Słowa rzecznika Kremla sugerują, że będą teraz przepalać te rezerwy, ograniczając w ten sposób elastyczność wydatków społecznych i militarnych będących fundamentami stabilności reżimu. Utrzymanie strumienia petrodolarów będzie zatem w żywotnym interesie Rosji bardziej, niż polityczne podnoszenie ceny baryłki przez OPEC+, które na razie i tak nie przynosi efektów.
(…)
Cały artykuł tutaj.
fot. mid.ru


