
Collage / screen
Jeszcze niedawno propaganda białoruska ze złośliwą satysfakcją roztaczała czarny obraz “biednej Europy, która z głodu musi już jeść świerszcze”. Nie minął nawet rok i nagle okazuje się, że smażone świerszcze to świetna dieta także dla Białorusinów.
Tego odkrycia dokonał osobiście prezes Białoruskiej Akademii Nauk, Władimir Karanik. Zamieścił wideo ze swojej degustacji z kolegami świerszczy i wyraźnie się w nich rozsmakował. “To jest pyszne! Trzeba do tego dobrać odpowiednie sosy i włączymy to do menu naszej restauracji “Akademicka”. To smakuje jak chrupiące, słone chipsy z lekką goryczką” – pochwalił.
Przypomniał, że w świerszczach i larwach jest więcej czystego białka, niż w drobiu i wołowinie, a produkcja – w odróżnieniu od zwykłego mięsa – prawie w ogóle nie zanieczyszcza środowiska. Jest też znacznie tańsza.
Aby zwiększyć masę o 1 kg, krowa musi zjeść 8-10 kg paszy i wchłonąć 22 tys. litrów wody (tej zawartej w paszy i tej, którą wypija bezpośrednio – 50-150 litrów dziennie plus woda potrzebna na utylizację odchodów hodowlanych). A na 1 kg świerszczy przypada tylko 1,7 kg pokarmu i 10 litrów wody.
Ponadto na kilogram świerszczy przypada 100-150 razy mniej wydzielanego do środowiska metanu i 80-100 razy mniej dwutlenku węgla, niż na 1 kg krowy. Stąd taka popularność jedzenia świerszczy wśród europejskich ekologów, co jednak “Sowiecka Białoruś” interpretowała dotychczas jako “przejaw głodu, biedy i spisek globalistów”.
“Z powodu biedy Europejczycy coraz rzadziej się też myją, piorą, nie zmywają naczyń i obniżają temperaturę w domach. Tylko biedny człowiek musi jeść owady. U nas coś takiego było może tylko w czasie wojny, a i to rzadko. Nigdy tak nisko nie upadliśmy, żeby jeść robaki, jak Europa” – pisała łukaszenkowska gadzinówka.
Ubolewała też, że Komisja Europejska dopuściła do użytku spożywczego mączkę z chrabąszcza mącznika młynarka, przemilczając, iż na samej Białorusi jest ona od dawna powszechnie dodawana do jogurtów i słodyczy. Z kolei propagandzista Andriej Mukowozczik twierdził, że zbiegli na Zachód białoruscy opozycjoniści muszą tam się żywić karaluchami.
I oto nagle okazuje się, że świerszcze nie są już przejawem “gnijącego Zachodu”, a wręcz przeciwnie – źródłem cennego białka polecanego wszystkim Białorusinom i wkrótce mają tam powstać pierwsze fermy świerszczy.
Albo z produkcją żywności na Białorusi faktycznie jest już bardzo krucho, albo “spisek globalistów” sięga dalej, niż podejrzewaliśmy. A propagandzista Mukowozczik będzie miał okazję osobiście skosztować karaluchów szybciej, niż sądził – pisze ironicznie PlanBMedia.
Zobacz także – Łukaszenka: “Tośmy dożyli. Ani cebuli, ani kartofli, ani buraków”



