
Collage / mapa: Ivan Yakovina / fot: pravda.com.ua / Focus.ua
Armia ukraińska rozwija ofensywę Vivaldi w obwodzie donieckim. 3 Korpus pod dowództwem generała Andrija Bileckiego sforsował w dwóch miejscach rzekę Żerebiec, rozciął pozycje rosyjskie i wchodzi na ich tyły. Jeśli okrąży i zdobędzie Jampil – kluczowy ośrodek logistyczny Rosjan na tym kierunku – jakakolwiek próba zajęcia przez nich całego Donbasu nie będzie już możliwa.
Jeszcze niedawno na tym sektorze frontu widzieliśmy na mapie groźne rosyjskie “kleszcze”, którymi armia Putina próbowała okrążyć Łyman od północy i południa. Teraz w ich miejsce pojawiły się “kleszcze ukraińskie”, po tym jak północne skrzydło rosyjskie – 20 i 25 Armia – zostało właśnie rozbite – zobacz: Szturm w rytmie Vivaldiego. Odcięli im “północny kleszcz”!
Po zepchnięciu rosyjskiego zgrupowania za rzekę Żerebiec, Ukraińcy właśnie sforsowali ją w dwóch miejscach, na odcinku Newskie – Terny i w Zaricznem. Górny klin ukraiński wbija się w obwód ługański, a dolny skręcił na południe i wzdłuż wschodniego brzegu rzeki próbuje zajść od tyłu Jampil – główny ośrodek zaplecza Rosjan w tym sektorze. Jednocześnie Ukraińcy napierają na Jampil z zachodu.
Chaos i ucieczka
Postępy armii ukraińskiej pod Łymanem potwierdzają analitycy OSINT na podstawie zdjęć satelitarnych. “Rosjanie cofają się, a niektórych odcinkach wręcz uciekają. Wiele wskazuje, że w ich garnizonie w Jampilu zaczął się chaos, system dowodzenia jest zdezorganizowany i każdy działa sam sobie” – twierdzi analityk Iwan Jakowina.
Pośrednio potwierdza to także znany rosyjski z-bloger wojskowy Rybar. Ocenia, że “sytuacja jest trudna i pogarsza się, gdyż Ukraińcy atakują z leśnych masywów na północ od Jampila”.
Aby utrzymać ten ośrodek, a przynajmniej opóźnić jego utratę, lokalni dowódcy rosyjscy zaczęli niemal na oślep rzucać do “mięsnych szturmów” każdego, kto nawinie im się pod rękę. “Już kilka razy widzieliśmy, że tak zachowują się wojska rosyjskie, gdy nagle okazuje się, że to nie one nacierają” – zauważa Jakowina.
Jeśli Jampil padnie, Putin może zapomnieć o zdobyciu Donbasu
“Jampil leży na zachodnim brzegu Żerebca. Jeśli dobrze rozumiem zamysł Bileckiego, to chce on obejść miasto wzdłuż wschodniego brzegu i odciąć je od głównych sił rosyjskich. Jednocześnie atakuje je z zachodu wzdłuż Siewierskiego Dońca. Jeśli to się uda i Jampil zdobyty, to próba ponownego odbicia go przez Rosjan będzie bardzo trudna z racji jego położenia” – ocenia analityk.
Jego zdaniem, ukraińska ofensywa na Jampil może być jedną z decydujących bitew tej wojny, gdyż to właśnie tu było główne centrum i zaplecze wszystkich rosyjskich uderzeń w stronę Łymanu i Swiatogorska. “Wraz z utratą Jampila, Rosjanie stracą też szansę na okrążenie w przyszłości Sławiańska i Kramatorska” – przewiduje ekspert.
“Żeby odzyskać to, co stracili, musieliby najpierw sforsować Żerebiec, znowu zdobyć Jampil, ponownie rozlokować tam całą logistykę i zaopatrzenie, potem znowu atakować w stronę Łymanu, następnie w stronę Swiatogorska i jeszcze po drodze sforsować Siewierski Doniec. To zadanie na lata, jeśli w ogóle wykonalne” – ocenia Jakowina.
“Kreml rozumie, że bez Jampila nie będzie ani ‘zajęcia całego Donbasu’, ani żadnego ‘zwycięstwa’, jak żąda tego Putin. Dlatego pewnie Rosjanie rzucą tam teraz wszelkie dostępne rezerwy z innych odcinków frontu. Ale to osłabi ich na innych kierunkach, na przykład na północ od Kupiańska, gdzie siły ukraińskie także zaatakowały na linii Dworicznoje-Zapadnoje” – zauważa analityk.
Jednocześnie rozwija się ukraińskie natarcie spod Łymanu na północ. Po klęsce rosyjskich 20 i 25 Armii, z-bloger Rybar pisze, że teraz siły ukraińskie zatrzymuje tam 68 Dywizja Zmotoryzowana. “Już nie zatrzymuje. Pozycje Rosjan zostały rozcięte na część północną i południową. Widać to także na mapach DeepState. Ich strategia jest już psu na budę” – twierdzi Jakowina.
Rubikon zaorany!
I jakby tych fatalnych dla Kremla informacji było mało, nadeszła jeszcze jedna: ukraiński 3 Korpus w ramach operacji Vivaldi całkowicie sparaliżował najbardziej elitarną rosyjską formację dronów “Rubikon” – zniszczył jej logistykę, składy amunicji, zabił wielu doświadczonych operatorów. Rosyjskie dowództwo w pośpiechu wycofało na tyły to, co jeszcze z tego oddziału zostało.
Warto podkreślić, że “Rubikon” to nie był “jakiś tam kolejny pododdział dronów”, tylko wielka, najlepiej wyposażona i wyszkolona formacja, którą zawsze rzucano na najbardziej zagrożone odcinki frontu, by swoimi bezzałogowcami zatrzymała wroga. I dotychczas to działało, a Ukraińcy zawsze mieli z “Rubikonem” spory problem. Teraz już nie i Moskwa nie wie, co w tej sytuacji robić.
Co ciekawe, samo dowództwo ukraińskie bardzo skąpo i niejako z musu informuje o postępach ofensywy Vivaldi, starając się utrzymać w tajemnicy położenie swoich pododdziałów i ich cele. Krzywo patrzy też na zachodnich i ukraińskich analityków, którzy swoim “wybieganiem naprzód” psują czasem ciszę operacyjną i utrudniają realizację planów.



