Ukraińscy rekruci podczas ćwiczeń gimnastycznych
Ukraińscy policjanci wymordowali 28 lutego 1944 r. z niemieckiego rozkazu mieszkańców polskiej wioski Huta Pieniacka. Choć od tej krwawej zbrodni minęło 75 lat, do dziś błędnie oskarża się o nią ukraińską dywizję SS-Galizien. Początkiem końca Huty Pieniackiej był dzień 23 lutego 1944 r. Wówczas policjanci ukraińscy zaatakowali jeszcze tylko na próbę. Pięć dni później uderzyli po raz kolejny, bestialsko zabijając 850 Polaków mieszkających w tej wsi. Mimo, że nie był to pierwszy mord Ukraińców na polskich sąsiadach, ta pacyfikacja stała się symbolem Rzezi Wołyńsko-Galicyjskiej.
Przed koszmarem
Prawie sześć dekad przed zniszczeniem tej polskiej wsi „Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich” opisywał ówczesne północno-wschodnie rubieże Cesarstwa Austro-Węgier: „Zachodnią, lesistą część obszaru zajmuje os. leśna Hucisko Pieniackie. Las zwie się na krańcu zach. Chodaczowskim lasem i zajmuje także płd. część Huty Pieniackiej. Na płn-wsch. leży «Nowy folwark» i fol. Swerydówka. Na wschód wznosi się punkt do 385 mt., a w Hucisku Pieniackiem, niedaleko granicy płd., do 409 mt. Własn. więk. w Pieniakach, Hucie Pieniackiej i Majdanie Pieniackim, tworzących jedną gminę katastralną, ma roli or. 987 mr., łąk i ogr. 535, pastw. 310, lasów 4541 mr., własn. mn. roli or. 1021 mr., łąk i ogr. 257, pastw. 49, lasu 1088 mr. Lasy pieniackie liściaste o drzewostanie urozmaiconym, przeważnie bukowym. W wielu miejscach, zwłaszcza na krańcach lasu rośnie świerk. W roku 1880 było 1049 mk w gm., 157 na obsz. dwor., (352 rz.-kat., 785 obrz. gr.-kat., 69 wyzn. mojżesz.). […] Dawniej jezuici mieli swą siedzibę w Pieniakach. Par. gr.-kat. również w miejscu, dek. załoziecki, Do tej parafii należy Huta Pieniacka. We wsi jest cerkiew murowana. Do szkoły należy ogród. We wsi jest także szkoła wyrobu koronek. Nad stawem stoi murowany młyn wodny o 3 kamieniach. Z gałęzi przemysłowych zasługuje na uwagę tkactwo i garncarstwo. Jest tu także gorzelnia. Do dworu należą: 3 leśne, a 2 polne pasieki, w których się mieści przeszło 1000 pni pszczół. Główną ozdobą miejscowości jest pałac, własność niegdyś hr. Miączyńskich, dziś Włodzimierza hr. Dzieduszyckiego”.
Rozwój Huty Pieniackiej był związany z włączeniem do austriackiej Galicji i kolonizacją ziem przygranicznych, prowadzoną za rządów cesarzowej Marii Teresy. Zaś początkiem końca stała się I wojna światowa – zabytkowy pałac w Pieniakach spłonął kompletnie w sierpniu 1916 roku podczas rosyjskiego natarcia na ówczesne „wzgórze pałacowe”. A dodatkowo w ramach taktyki spalonej ziemi Rosjanie podczas odwrotu spalili większość zaplecza gospodarczego, zabudowania folwarczne ze sprzętem, trzy gorzelnie, sześć młynów, jeden browar, zaś elektrownie i śluzy wodne zostały wysadzone w powietrze. Tymczasem po kolejnych trzydziestu latach doszło do wyludnienia tych galicyjskich rubieży. Wkrótce praktycznie niczego nie było poza wspomnianymi wioskami. Jak doszło do tego, że tą istniejącą od XVII wieku idyllę galicyjską wśród wzniesień Woroniaków zburzyło XX-wieczne zacietrzewienie?
Dociekliwi starają się wyjaśnić na różne sposoby przyczynę doprowadzenia do zagłady polskiego pierwiastka na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Po pierwsze winę widzą w prężnym ukraińskim ruchu narodowym zainfekowanym zabójczą ideologią nacjonalizmu integralnego wymyśloną przez Dmytro Doncowa (wł. Mitka Szełkopierow). Drugą przyczyną były waśnie i niechęci między rzymskimi katolikami, a grekokatolikami oraz prawosławnymi – szczególnie było pamiętanie niszczenie cerkwi prawosławnych. Trzecią wyraźna przewaga ekonomiczna ludności polskiej, utożsamianej z „panami-hrabiami” oraz uprzywilejowanymi względem miejscowych osadnikami wojskowymi. Wywodzący się z tego antagonizm między bogatszymi i biedniejszymi toczył gangrenę nienawiści najskuteczniej. Ostatnim bodźcem, który zaostrzył konflikt było powstanie samej II RP i całkowite nie liczenie się z traktatem mniejszościowym Ligi Narodów tzw. małym traktatem wersalskim. Opublikowany w Dzienniku Ustaw 1920 nr 110 poz. 728 – „Traktat między Głównemi Mocarstwami sprzymierzonemi i stowarzyszonemi a Polską, podpisany w Wersalu dnia 28 czerwca 1919 r.” gwarantującym autonomię ukraińskiej mniejszości, zwanej wówczas rusińską lub małoruską – jak różnie określano Ukraińców i ich parlamentarne przedstawicielstwo w Sejmie II RP. Słabszy, bądź silniejszy kurs antyukraiński władz RP w połączeniu z cofnięciem wielu przywilejów austriackich, następnie wypowiedzeniem małego traktatu wersalskiego prowadził do rozgoryczenia i nie utożsamiania się przed 1939 r. ludności ukraińskiej z państwem polskim.
Początek końca
Po rozbiciu II RP na początku jesieni 1939 r. – NKWD zainicjowała brutalne likwidowanie polskiego pierwiastka na zajętych ziemiach wschodnich RP. Masowe deportacje Polaków na terenie sowietyzowanej tzw. Ukrainy Zachodniej spowodowały naturalne zastąpienie dotychczasowych elit – przedstawicielami napływowymi (Rosjanie) oraz miejscowymi (Ukraińcy i Żydzi). Bezwzględne rozprawienie się z Polakami było zaledwie preludium, tego co miało rozegrać się na „skrwawionych ziemiach”. Wraz z nadejściem Niemców, zniknęli nieliczni tamtejsi Żydzi, wymordowani przez funkcjonariuszy Einsatzkommando 4a dowodzonego przez SS-Standartenführera Paula Blobela. Wkrótce III Rzesza rozpoczęła swoją władzę okupacyjną w Galicji Wschodniej – włączając ją jako Distrikt Galizien w struktury Generalnego Gubernatorstwa i realizując starożytną zasadę „divide et impera”.
Niemcy usiłowali rządzić na podbitym terenie, wygrywając Ukraińców przeciw Polakom – choć inaczej to wyglądało po obu stronach Sokala. Polityka niemiecka w Generalnym Gubernatorstwie różniła się od tej w Reichskommissariat Ukraine, a więc na obszarach Wołynia. Tam Polacy byli wykorzystywani w administracji cywilnej, zaś Ukraińcy służyli w policji pomocniczej (Schutzmannschaften – Schuma). Ale już w dystrykcie Galicja to Ukraińcy zdominowali władze i urzędy lokalne oraz bataliony Schuma 201-. Po półtora roku okupacji niemieckiej Ukraińcy zmienili orientację na walkę z dwoma wrogami, przy czym Moskwa nadal pozostawała groźniejszym przeciwnikiem od Berlina. Jednocześnie z początkiem 1943 roku zbrodnia w Parośli rozpoczęła otwarty konflikt ukraińsko-polski, który szybko przerodził się w półtoraroczną skoordynowaną rzeź wołyńsko-galicyjską ludności polskiej. W obliczu bierności ze strony Polskiego Państwa Podziemnego (Okręgowych Delegatur Rządu RP), polscy mieszkańcy rozpoczęli tworzenie struktur samoobrony, wstępowali do niemieckiej policji pomocniczej oraz rozpoczęli współpracę z „wrogiem naszych wrogów” – sowiecką partyzantką podległą Ukraińskiemu Sztabowi Ruchu Partyzanckiego (USzPD), jak i NKGB. Tu właśnie należy szukać przyczyn zniszczenia Huty Pieniackiej, która wielokrotnie udzielała gościny komunistycznym partyzantom oraz dywersantom z NKGB.
Wspomniane oddziały dywersyjne NKGB i GRU były ekspediowane za linię forntu to jest do Małopolski Wschodniej i na Wołyń. „Znaczną pomocą dla wkraczających kolumn sowickich na Wołyń były istniejące już oddawna na tym terenie sowieckie oddziały partyzancko-dywersyjne. Szereg miejscowości zostało zajętych przez skoncentrowaną akcję wkraczających i miejscowych formacji sowieckich. […] Sowieckie oddziały partyzanckie cechuje coraz większa pewność siebie, tak, że wydają miejscowej ludności zarządzenia, ściągają kontygenty, uruchamiają własne młyny i magazyny, a nawet przeprowadzają przymusowy pobór miejscowej ludności do swoich oddziałów” – sygnalizował Departament Spraw Wewnętrznych w Sprawozdaniu o sytuacji na ziemiach wschodnich 1944. Sowieci, nie znając terenu, poszukiwali wsparcia na miejscu: „Stosunek Polaków do władzy sowieckiej, do Armii Czerwonej, czerwonych partyzantów – wyłącznie dobry. Wielu Polaków prosiło o przyjęcie do naszych oddziałów” – pisał Sydor Kowpak do swego zwierzchnika w USzPD, zastępcy narkoma spraw wewnętrznych Ukraińskiej SSR (зам. наркома внутренних дел УССР) Timofieja Strokacza.
Początkowo grupy GRU i NKGB wysłane w 1942 roku, dowodzone przez Antona Brinskiego i Dmitrija Miedwiediewa, zajmowały się jedynie działaniami szpiegowskimi oraz infiltracją miejscowych „nacjonalistów” – przy okazji sondując zarówno ukraińskich narodowców, jak polskich mieszkańców. W zasadzie Polacy nie mieli możliwości wyboru i musieli dobrze żyć z „czerwonymi”, bo groziła im zagłada ze strony Ukraińców i w mniejszym stopniu ze strony Niemców. A po dezercji Ukraińców z Schuma i w obliczu bezkarności OUN(b)/UPA/UNS, miejscowi Polacy wstępowali do przeformowanych polskich batalionów policji pomocniczej (Schuma) pod niemieckim dowództwem. Znalezienie się między młotem, a kowadłem podpowiadało, że opór wobec sowieckich partyzantów będzie samobójstwem – więc Polacy starali się dobrze żyć z komunistami, co jednak okazało się dla nich tragiczne w skutkach. Sytuację zmieniły rajdy oddziałów USzPD, wspomnianego Kowpaka oraz Aleksandra Saburowa. Te działania na szeroką skalę zburzyły kruchą i nieżyczliwą równowagę. Wówczas zwolennicy z OUB(b), zamkniętego w Sachsenhausen Stiepana Bandery, przejęli nazwę Ukraińska Powstańcza Armia (UPA) i rozpoczęli zwalczanie wszystkich – rzeczywistych i urojonych – wrogów ukraińskości tak na Wołyniu, jak w Galicji, a potem i na Lubelszczyźnie. Za kordonem sokalskim dla zmylenia Niemców i Polaków działali jako Ukraińska Narodowa Samoobrona (Українська Народна Самооборона – УНС/ UNS).
I tu pojawia się sedno problemu. Jak dalece kierownictwo polityczne „czerwonych” partyzantów spodziewało się niemieckiego odwetu na miejscowej ludności? Sowieci nigdy nie liczyli z krwawymi represjami Niemców, nie dociekającymi tylko mordującymi. Tak „ręka Kremla” popychała „rękę Kancelarii Rzeszy” do represji w stosunku do (za bardzo) spokojnych mieszkańców terytoriów okupowanych, popierających szczerze i masowo Niemców w pierwszym roku okupacji. W każdym razie dowódcy partyzanccy podlegający zarówno USzPD, oraz niezależnie GRU i NKGB zdawali sobie sprawę, że z powodu ich aktywności Niemcy będą mordowali ludność cywilną. W ramach sowieckiego wojennego modus operandi dochodziło do celowego wywoływania zbrodni, co nazywało się „rewolucyjnymi uaktywnieniem terenu” – i tak działo się od Grecji po Białoruś.
Następstwem właśnie tej działalności i przyjęcia w Hucie Pieniackiej oddziału „Zwycięzcy” (Победители) Dmitrija Miedwiediewa ps. „Kriutik”, podległego 4. Zarządowi NKGB było sprowokowanie Niemców do wydania rozkazu zniszczenia tej polskiej wsi. Sam Miedwiediew odznaczony gwiazdą Bohatera Związku Sowieckiego przyznawał to w swych powojennych wspomnieniach, choć pomieszał daty, jak na razwiedczika przystało. W tym wypadku nie chodziło o czystkę etniczną OUN(b)/UPA/UNS, choć motywy nakładały się na siebie. To niemiecki dowódca ukraińskiej policji wydał rozkaz zagłady Huty Pieniackiej, wspierającej partyzantów sowieckich – wszystko w ramach „zwalczania bandytyzmu” („Bandenbekämpfung”). Oficjalne to wspieranie dywersantów z NKGB, a przy okazji odparcie patrolu rozpoznawczego ukraińskich i niemieckich policjantów przez polską samoobronę sprowadziło tragedię na Hutę Pieniacką. Dodatkowo Ukraińcy, służący w szeregach sotni z kurenia UNS „Siromanci” pod dowództwem Dymytro Karpienko ps. „Jastrub” donieśli o gościnie partyzantów sowieckich w polskiej wsi. A Niemcy wykorzystali to jako pretekst i pozbyli się rękoma ukraińskimi Polaków w ramach typowej pacyfikacji „Bandenbekämpfung”. Akcja została przeprowadzona siłami batalionu policji, który wypełniał zalecenia przeciwdziałania komunistycznej partyzantce i ukarał wioskę pomagającą „bolszewickim podżegaczom”, realizującym jednocześnie krwawy epizod rzezi wołyńsko-galicyjskiej. Należy podkreślić, że mordowali ukraińscy policjanci pod dowództwem niemieckich oficerów.
Tożsama treścią do formy zagłady nieodległej galicyjskiej Huty Pieniackiej była przygotowana wcześniej ocena Okręgowej Delegatury Rządu RP Wołyń w wewnętrznej analizie:
„Na początku lipca [1943 r.] rozpoczęła się bezmyślna pacyfikacja przez Heinricha Schoene [komisarz Generalbezirks Wolhynien-Podolien w Reichskommissariat Ukraine] przypadkowo wybranych wsi ukraińskich, polskich i czeskich pod pretekstem współpracy ich mieszkańców z sowietami […] Zachowanie Niemców ułatwia przede wszystkim pracę sowietów na Wołyniu. Działalność sowiecka, obejmująca swym aparatem każdą wieś, utrudnia także wszelkie próby konsolidowania ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego, rozprasza i wciąga pod swe wpływy poszczególne bandy [oddziały partyzanckie], w końcu paraliżuje próby rozmów z Polakami. Według niektórych poszlak aresztowania ukraińskiej inteligencji sprowokowane były sowieckimi donosami”. Czyli poza Niemcami, również równocześnie NKGB stosowało wspomnianą imperialną zasadę „divide et impera”…
cdn.
Feliks Koperski
Foto: Archiwum autora.
