Śmigłowiec bojowy w kolorach maskujących zaatakował pociskami zapalającymi rejon willi prezydenta Ukrainy Petro Poroszenki w Kozinie pod Kijowem.
Ostrzelany został m.in. dom sąsiadów Poroszenki – małżeństwa Kostierin, którzy są biznesmenami. Bezpośrednimi świadkami ataku byli m.in. ochroniarz willi, gosposia i niepełnoletni syn Kostierinów. Jeden z wystrzelonych pocisków przeleciał i eksplodował tuż obok willi ukraińskiego prezydenta.
“To był śmigłowiec Mi-8. Były trzy wystrzały. Potem okazało się, że były to pociski zapalające. Mamy wszelkie powody, żeby przypuszczać, że strzelano właśnie do tej willi. Po wystrzeleniu pocisków helikopter natychmiast odleciał” – mówi adwokat Kostierinów – Aleksandr Łupejko, cytowany przez TSN.
W ataku nikt nie zginął, ani nie został ranny. Ukraińskim służbom nie udało się na razie zidentyfikować ani śmigłowca, ani skąd przyleciał. Nie wiadomo też, czy rzeczywistym celem ataku miał być dom Kostierinów, czy też willa Poroszenki, tylko pilot pomylił cele lub nie trafił. Być może miało to być jedynie ostrzeżenie pod adresem ukraińskiego prezydenta? – zastanawiają się dziennikarze.
Przypomnijmy, że w 2015 r. w Kozinie również miała miejsce strzelanina. Wtedy ochroniarz jednego z domów otworzył ogień z karabinu do dzieci kąpiących się w rzece. A tak wygląda willa Poroszenki w Kozinie widziana z powietrza. Raczej trudno byłoby ją chyba pomylić z innym obiektem…
Kresy24.pl

