
Ilustracja: AI / inbusiness.kz
Jednostkowy przypadek dżumy w Rosji sam w sobie może nie być aż tak straszną informacją. O wiele groźniejszy i dający do myślenia jest sposób, w jaki Moskwa próbuje ukryć wszelkie szczegóły tej sprawy – zauważa z niepokojem The Telegraph. Czy za “bakcylem z rozbitej probówki” może stać rosyjski program produkcji broni biologicznej?
Przypomnijmy, że rosyjski obwód irkucki i Buriację ogarnęła panika gdy laborantka tamtejszego Instytutu Walki z Dżumą zmarła na płucną odmianę tej choroby po tym jak zaraziła się bakteriami ze stłuczonej fiolki. Natychmiast odizolowano na kwarantannę w trzech szpitalach ponad 200 osób, z którymi mogła mieć kontakt.
I na tym właściwie konkretne informacje się kończą, a zaczynają spekulacje. Faktem jest też, że rosyjska cenzura zaczęła masowo usuwać z mediów wcześniejsze informacje o tym zdarzeniu, a samą nazwę “dżuma płucna” zastąpiła enigmatycznymi określeniami “zapalenie płuc o nieznanej etiologii” i “groźna infekcja”.
Do ujawnienia, co faktycznie zdarzyło się w Irkucku i jaki jest obecnie poziom zagrożenia wzywają Kreml Stany Zjednoczone i Światowa Organizacja Zdrowia. Już sam fakt, że Donald Trump osobiście zabrał w tej sprawie głos i oferuje Rosji pomoc, a służby USA na bieżąco monitorują sytuację może wskazywać, że w ich ocenie sprawa jest poważna. Wiedzą więcej?
Zdaniem ekspertów, nawet najgroźniejsza dżuma płucna nie jest w stanie wywołać obecnie światowej pandemii na miarę Covid-19. Po pierwsze – można ją dość skutecznie leczyć podanymi na czas antybiotykami, a po drugie – zaraża wolniej, niż inne infekcje.
Pod warunkiem, że mamy faktycznie do czynienia ze “zwykłą dżumą”, a nie z jakąś jej mutacją, sztucznie zmodyfikowaną tak, by była odporna na antybiotyki i atakowała błyskawicznie.
Jeśli to jakiś rodzaj broni biologicznej, która wymknęła się Rosjanom spod kontroli, to faktyczne następstwa trudno przewidzieć. Czy przypadkiem nie to jest powodem owego “kręcenia i ściemniania” przez rosyjskie władze?
Skąd takie podejrzenie? Z historii. W Rosji, zarówno w czasach sowieckich, jak i obecnie, działają wojskowe laboratoria próbujące wynaleźć uniwersalną broń biologiczną. Pracowano w nich nie tylko nad dżumą, ale także nad wąglikiem, ospą i innymi śmiertelnie groźnymi infekcjami.
Co prawda, Związek Radziecki podpisał w 1975 roku Konwencję o Zakazie Broni Biologicznej, ale z tego zupełnie nic nie wynika. To tylko “papierowe sidła”. Można na palcach jednej ręki wskazać międzynarodowe traktaty, które Rosja w przeszłości podpisała i potem ich nie złamała. A dostępu do rosyjskich laboratoriów i magazynów, żeby to zweryfikować, nie ma żadnego.
Dlatego eksperci są niemal pewni, że Rosja nadal utrzymuje tajne zdolności ofensywne w tym obszarze. Również amerykański wywiad wiele razy ostrzegał, że rosyjskie programy broni biologicznej są wciąż rozszerzane. Zapewne dlatego obecnie Biały Dom tak usilnie próbuje się dowiedzieć, co stało się w Irkucku.
Moskwa twierdzi, że wspomniany Instytut Walki z Dżumą to placówka cywilna. Może tak, a może nie. Mamy na to tylko jej słowo, które wiadomo, ile jest zwykle warte.
Czy “cywilny” instytut mógł być podwykonawcą jakichś badań dla wojska? Oczywiście, że mógł, ale nie ma możliwości by to sprawdzić. A jeśli w “cywilnym” instytucie pojawi się coś ciekawego dla wojska to ono to “łyka”? Oczywiście, że łyka jak pingwin, a już w Rosji – bez dwóch zdań.
Jeśli dodamy do tego fakt, że w swoich obecnych działaniach dywersyjnych i hybrydowych wobec Zachodu Putin nie przebiera w środkach, to Bóg jeden raczy wiedzieć, jakie pomysły mogą lęgnąć się w jego chorej głowie i w głowach jego generałów.
A broń biologiczna jest o tyle groźnym orężem, że powoduje nie tylko zachorowania, ale także masowy strach i panikę. “Ten psychologiczny efekt może być jeszcze groźniejszy, niż fizyczny” – ocenia w The Telegraph były dowódca brytyjskiego pododdziału obrony chemicznej, biologicznej i radiologicznej, Hamish de Bretton-Gordon.
Podsumowując: Pokusa jest? Jest. Możliwości są? Są. Mogło wymknąć się spod kontroli? Mogło. Jeśli się wymknęło, to ukrywać za wszelką cenę? Tak, za wszelką cenę.
