
Collage / screen Kanał Zero
Polski działacz i dziennikarz z Białorusi, Andrzej Poczobut opowiedział w Kanale Zero jak wyglądał jego niedawny ponowny wjazd do własnego kraju po wypuszczeniu z kolonii karnej i wywiezieniu do Polski w kwietniu tego roku.
“Kiedy oddałem swój paszport do kontroli i wbili moje dane, to zapaliły się wszystkie czerwone lampki, które tam u nich są. Po chwili pojawił się pan kapitan, który powiedział, że muszę iść z nim na rozmowę i mam zabrać swój telefon. Powiedziałem, że z telefonem jest problem bo jest zablokowany i nie umiem go odblokować” – opowiada polski działacz.
“Pierwsze pytanie, jakie mi zadali to: Kiedy wyjadę? Odpowiedziałem, że pytanie jest trochę dziwne, zważywszy, że dopiero wjeżdżam. A tak generalnie to przyjechałem na zawsze” – kontynuuje relację z granicy Poczobut.
“Potem zadzwoniła komórka jednego z tych smutnych panów, wyszedł, po jakimś czasie wrócił, znowu wyszedł, znowu wrócił. Dwóch było w mundurach Straży Granicznej, jeden w cywilu. Reprezentował chyba jakąś bliżej nieokreśloną służbę specjalną, może KGB, nie wiem. Nasza rozmowa jakoś się nie kleiła. Trwało to z 10 minut. W końcu powiedzieli, że mogę jechać. No i pojechałem” – zakończył relację polski działacz.
Sytuacja o tyle ciekawa, że wcale nie było pewności, iż reżim Łukaszenki ponownie wpuści Andrzeja Poczobuta do kraju, mimo posiadania białoruskiego paszportu. Tymczasem nie tylko go wpuściły 8 września, ale po tygodniu także wypuściły ponownie do Polski.
Cała rozmowa z Andrzejem Poczobutem na Kanale Zero:


