
Spotkanie żołnierzy niemieckich i sowieckich 20 września 1939 roku w okolicach Brześcia. Fot. Wikipedia
23 sierpnia 1939 roku III Rzesza i ZSRR zawarły pakt o nieagresji, nazywany też paktem Ribbentropa-Mołotowa lub Hitlera-Stalina. W jego tajnym protokole znalazły się ustalenia dotyczące podziału Polski i państw Europy Środkowo-Wschodniej po zbliżającej się niemieckiej agresji na Polskę. Według ustaleń do działań po stronie Niemiec miało się przyłączyć państwo Stalina.
Niemcy rozpoczęły agresję na Polskę 1 września. Jednostki sowieckiej straży granicznej i Armii Czerwonej przekroczyły granice Polski 17 września między 1 a 2 w nocy. W operacji wzięło udział 460 tys. żołnierzy i około 5500 pancernych wozów bojowych, których wspierało około 1800 samolotów. W następnych dniach Sowieci włączyli do walki jeszcze liczniejsze wojska drugiego rzutu, co spowodowało, że w „kampanii wyzwoleńczej” na zachodniej Białorusi i Ukrainie w sumie wzięło udział około milion żołnierzy wspomaganych przez wojska ochrony pogranicza i NKWD.
Wobec takiej siły wojsko polskie i oddziały Korpusu Ochrony Pogranicza niewiele mogły zdziałać. Sytuację pogarszał fakt, że większość rezerw ludzkich, uzbrojenia i amunicji z garnizonów WP i KOP na wschodzie została rzucona do walki z Niemcami. Szacuje się, że 17 września we wschodnich województwach stacjonowało około 300 tys. żołnierzy WP i KOP (20 batalionów rozrzuconych wzdłuż 1400-kilometrowej granicy z ZSRR oraz cztery strzegące granicy z Litwą). Skuteczną walkę z Sowietami mogło podjąć jedynie 100 tys.
Naczelny Wódz marsz. Edward Śmigły-Rydz, który znajdował się wtedy w Kutach, wydał rozkaz niepodejmowania walki z Sowietami, chyba że podejmą próby rozbrajania polskich jednostek.
18 września pierwsze jednostki Armii Czerwonej dotarły do przedmieść Wilna.
Walki w kilku punktach miasta trwały do wieczora następnego dnia. Większość wojsk, które miały bronić miasta wycofało się na Litwę. Zupełnie inny przebieg miały wydarzenia w Grodnie. Walki o miasto trwały od 20 do 22 września i mimo słabości sił obrońcom udało się zadać agresorowi ciężkie straty: Sowieci stracili ponad 200 zabitych i rannych oraz około 20 wozów bojowych. Po opanowaniu miasta w odwecie rozstrzelali blisko 300 obrońców. Większości oddziałów udało się jednak wycofać na Litwę.
Nie mniej chwalebnymi epizodami w walkach z wojskami sowieckimi na Białorusi były bitwy pod Kodziowcami i Szackiem.
W trzeciej dekadzie września na Wołyniu gen. Wilehelm Orlik-Rückemann zdołał zebrać rozproszone pułki KOP oraz jednostki policji państwowej, a także żołnierzy, którzy stracili kontakt ze swoimi jednostkami. To silne zgrupowanie (około 7−8 tys. ludzi) generał postanowił wyprowadzić z Wołynia za Bug, gdzie planował przyłączyć się do oddziałów Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Polesie” gen. Franciszka Kleeberga. Po drodze jednak musiał stawić czoło przeważającym siłom wroga m.in. pod Szackiem (28−29 września), gdzie udało mu się najpierw rozbić większość jednostek sowieckiej 52. Dywizji Strzeleckiej, a następnie zająć tę miejscowość.
Oddziały wojska polskiego opuściły wiele miast nie podejmując prób ich obrony. Do takich sytuacji doszło m.in. w Pińsku, Włodzimierzu Wołyńskim, Równem i Stanisławowie. Nierzadko kolumny wojskowe zmierzające ku granicy z Rumunia lub Węgrami musiały walczyć z uzbrojonymi grupami Ukraińców.
W sytuacji wycofywania się regularnych oddziałów Wojska Polskiego walkę podejmowali miejscowi ochotnicy m.in w Trembowli.
Pospieszne wycofanie się z kraju naczelnego dowództwa i rządu RP w wyniku fałszywych informacji o szybszym niż przewidywano tempie pochodu Sowietów pokazuje, jaki chaos w polskich kręgach politycznych i wojskowych spowodowała agresja sowiecka. Najbardziej wymownym dowodem chociażby obrona Lwowa przed Niemcami i poddanie go Sowietom.
Lwów skutecznie odpierał ataki Wehrmachtu od 12 września. Miasto był przygotowane na co najmniej kilkutygodniowa obronę. W tym czasie wciąż broniła się Warszawa, zatem również obrona Lwowa byłaby głośnym sygnałem dla świata, że Polacy nawet w obliczu dwóch najeźdźców nie zamierzają tanio sprzedać swojej skóry. Jednak dowództwo obrony Lwowa na czele z gen. Władysławem Langnerem doszło do przekonania, że dalszy opór nie ma sensu, a bombardowania doprowadzą do dużych strat wśród ludności cywilnej i zniszczenia miasta. Spodziewano się, że do szturmu o miasto niechybnie włączą się Sowieci.
19 września pod Lwów dotarły oddziały Armii Czerwonej. Kilkanaście godzin wcześniej dowództwo obrony odrzuciło niemieckie ultimatum o poddaniu miasta. W takiej sytuacji gen. Langner samodzielnie podjął decyzję o nawiązaniu rozmów kapitulacyjnych z dowództwem sowieckim. 22 września w podlwowskich Winnikach podpisano akt kapitulacji. Wszystkim oficerom przysługiwało prawo swobody osobistej i nienaruszalności majątku ruchomego, a także możność udania się za granicę. Jednak szybko się okazało, że Sowieci nie zamierzają dotrzymać słowa. Prawie wszyscy oficerowie ze Lwowa zostali aresztowani i wywiezieni do obozów jenieckich w ZSRR. To był początek ich tragedii, której finałem był Katyń i Charków.
Bilans roku 1939 na wschodzie był dla Polski tragiczny. W trakcie dwunastodniowych działań bojowych Armia Czerwona zajęła terytorium o łącznej powierzchni 190 tys. km kw., które zamieszkiwało 12 mln ludności. Szacuje się, że w walkach z Sowietami zginęło 3−3,5 tys. polskich wojskowych i cywilów, a około 20 tys. zostało rannych lub uznanych za zaginionych. Z niemiecko-sowieckich kleszczy udało się wydostać na Litwę i Łotwę około 18 tys. polskich wojskowych, zaś do Rumunii i na Węgry ponad 70 tys. Do niewoli sowieckiej dostało się około 240−250 tys. żołnierzy WP, KOP, funkcjonariuszy Policji Państwowej, w tym około 10 tys. oficerów, którzy niemal w całości zostali wymordowani w Katyniu, Charkowie, Starobielsku, Ostaszkowie i Twerze.
Sowieci stracili prawdopodobnie 2,5−3 tys. zabitych i 6−7 tys. rannych. W wielu wypadkach owe straty były spowodowane słabym wyszkoleniem, brakiem doświadczenia i fatalnym dowodzeniem, co w połączeniu z przerażającym chaosem powodowało liczne straty, a w co najmniej dwóch wypadkach doprowadziło do walk między własnymi jednostkami (Nowogródek i Tarnopol).
Wbrew temu co głosiła propaganda sowiecka, celem agresora było zadanie Wojsku Polskiemu druzgocącej klęski i zlikwidowanie państwa Polskiego. Sposobem na to miała być fizyczna eliminacja korpusu oficerskiego oraz elit polityczno-kulturalnych ludności polskiej na kresach. Choć egzekucje polskich jeńców oraz represje ludności polskiej na kresach rozpoczną się dopiero w 1940 roku, to już we wrześniu 1939 Sowieci dopuszczali się zbrodni. W Wilnie rozstrzelali 300 obrońców. To samo spotkało dowódcę obrony Grodna gen. Olszynę-Wilczyńskiego i jego adiutanta, których bez sądu rozstrzelał patrol sowiecki. Masowe mordy bez sądu oficerów, podoficerów, policjantów, również cywilów w – w Grodnie i okolicach (ok. 300 osób), w pobliżu Augustowa (30 policjantów), na Polesiu (150 oficerów) i wielu innych miejscowościach – świadczą, że Sowieci rozpoczęli planową eksterminację Polaków już we wrześniu 1939 roku.
W grudniu 1939 roku na Kremlu podjęto przygotowania do deportacji części ludności polskiej zamieszkującej przyłączone do ZSRR „zachodnie okręgi”. Na pierwszy ogień mieli pójść osadnicy wojskowi i służba leśna, którzy na początku lat dwudziestych otrzymali na Wołyniu ziemię w ramach akcji osadnictwa wojskowego. Ostatecznie w wyniku trzech akcji deportacyjnych przeprowadzonych w pierwszej połowie 1940 roku na północ ZSRR, Ural, Syberię i do Kazachstanu Sowieci wywieźli około 275 tys. Polaków. Jednak zanim do tego doszło 27 października 1939 roku Zgromadzenia Ludowe Zachodniej Białorusi i Zachodniej Ukrainy, wyłonione w drodze „wyborów”, podjęły uchwałę o inkorporacji swoich ziem do ZSRR. Rada Najwyższa zatwierdziła ją, co oznaczało, że wszyscy mieszkańcy nowo przyłączonych obszarów otrzymali obywatelstwo sowieckie.
Opr. TB

Dodaj swój komentarz