Z ustaleń podkomisji smoleńskiej wynika, że w latach 2010-11 Polska była de facto rosyjskim protektoratem.
Jeśli – a tak wynika z nagrań – v-ce premier w rządzie Donalda Tuska Jerzy Miller sugerował – to najdelikatniejsze słowo – że wnioski ówczesnej komisji badającej katastrofę Tu-154 mają być zgodne z tezami MAK-u, to w zasadzie mamy do czynienia ze zdradą stanu.
Jest ona rozciągnięta w czasie i przypada głównie na lata 2010-2011, czyli okres od 10 kwietnia po raport komisji Millera, zaprezentowany latem 2011. Oczywiście, wstrząsy wtórnego tamtego tąpnięcia odczuwamy do dzisiaj. Wie, o tym każdy, kto prowadzi “nocne Polaków rozmowy”.
Czym Targowica dla wieku XVIII, tym Smoleńsk dla czasów najnowszych. Byle tylko nie drażnić rosyjskiego niedźwiedzia. “Słuchać mądrej natury, która zaleca mimetyzm”.
Podkomisja dra Berczyńskiego odsłania nowe fakty na temat okresu ostatniej hańby. Jest bowiem zespołem badającym nie tylko samą katastrofę, ale też wszystko co, było jej następstwem, a co Rafał Ziemkiewicz określa jako “katastrofa posmoleńska”.
Dlaczego zgodzono się na niekorzystną dla nas konwencję chicagowską jako podstawę prawną dla badania katastrofy? Dlaczego nie wystąpiono o pomoc prawną do jakiegokolwiek państwa sojuszniczego? Dlaczego potulnie zgodzono się na pochówek zalutowanych trumien? Dlaczego wydano Rosjanom człowieka, który zgłosił się do naszej ambasady w Moskwie, twierdząc, że ma jakieś dokumenty w tej sprawie?
Tych pytań są dziesiątki, jeśli nie setki. Podkreślmy, żadne nie dotyczy w tym momencie pytania: był zamach, czy też nie. Nawet jeśli nie było, a zawinił rosyjski bałagan, zachowanie strony polskiej należy jednoznacznie ocenić jako haniebne.
Jak mówi nasz redakcyjny przyjaciel – wywiesiliśmy wówczas białą flagę.
Kresy24.pl
