Jakaż szczera radość malowała się na twarzach białoruskich żurnalistów rządowych mediów, którzy stawili się w środę na podmińskich polach, by relacjonować gospodarską wizytę Łukaszenki. Skąd to szczęście? Ostatnio w rosyjskojęzycznym Internecie mamy wysyp doniesień o stanie zdrowia głowy państwa. Według agencji TASS Aleksander Łukaszenka przeszedł udar mózgu.
I choć rzeczniczka prezydenta Natalia Ejsmont spekulacje o kłopotach zdrowotnych prezydenta nazwała “brednią”, opinia publiczna pewności nie miała. We wtorek bowiem, w głównym wydaniu wiadomości pokazano materiał, na którym Łukaszenka rozmawia o przebiegu kampanii żniwnej z szefem obwodu mińskiego. Materiał, który miał utwierdzić naród, że ich baćka pozostaje wciąż w dobrej formie, wątpliwości nie rozwiał, wręcz przeciwnie.
Przyglądając się nieco uważniej zamieszczonemu niżej filmowi, z łatwością dostrzeżemy różnice w detalach na prezydenckim biurku. Różne ujęcia pokazują inną zawartość pojemników na ołówki, przy czym nieuzasadnione zbliżenia kamery każą się zastanowić, czy niespójność w przekazie reporterskim świadczy o niechlujnym jego przygotowaniu, czy był to raczej efekt zamierzony. Może mińscy specjaliści od propagandy uznali, że temat choroby Łukaszenki powinien żyć dalej swoim życiem?
I znów we środę objawił się prezydent narodowi.
Był w dobrym nastroju, żartował sobie z urzędnikami i dziennikarzami. Mówił że dobę temu pochowano go za życia.
Na pytanie korespondentki o stan zdrowia odrzekł: “Ja żyję, ja naprawdę żyję, choć mówią, że to mój sobowtór”.
Łukaszenka poradził też jednemu z dziennikarzy, by od czasu do czasu go pomacał, wtedy nabierze pewności, że prezydent jest prawdziwy.
Kresy24.pl/ba

