Minister spraw zagranicznych Litwy, Linas Linkevičius, bawiący niedawno z wizytą w Warszawie, był wczoraj podejmowany przez Petra Poroszenkę w Kijowie.
Ukraiński prezydent dziękował swojemu gościowi za nieustające i wielopłaszczyznowe wsparcie dla jego kraju, począwszy od stałego potępiania aneksji Krymu, poprzez monitorowanie sytuacji w Donbasie, na poparciu ruchu bezwizowego dla Ukraińców w Unii Europejskiej skończywszy.
Nie da się tego człowieka – mówię o litewskim ministrze – nie lubić. Ma on w sobie coś ze szlacheckiego dziada agitującego polską wieś po powstaniu styczniowym. Mającego pełną świadomość głupoty, z jaką przyjdzie mu się zmierzyć, ale nie pozbawionego sympatii dla ludzi, wśród których pracuje – myślę tu o politykach europejskich.
Obecnie minister Linkevičius jest w trakcie podróży do Donbasu, gdzie ma zorientować się w panującej tam sytuacji po to, by móc następnie z kolei zdać stosowną relację gabinetowi w Wilnie. A być może również po to, by raz jeszcze przypomnieć “naszym zachodnim partnerom”, że wojna na Ukrainie dzieje się naprawdę.
Ma to oczywiście związek ze wzmożeniem walk wokół miejscowości Adwijiwka, położonej kilkanaście kilometrów na północ od Doniecka oraz, z wynikającym zeń pogorszeniem się sytuacji humanitarnej w tym rejonie. Chodzi między innymi o zniszczenie budynków użyteczności publicznych w samej Awdijiwce – np. szkoły nr 2.
Kresy24.pl
