
Fot: prezydent.pl
15 sierpnia, w obchodzone w 106. rocznicę Bitwy Warszawskiej Święto Wojska Polskiego, w Warszawie odbędzie się największa w historii Polski defilada.
Warszawa szykuje wspaniałą defiladę. Na ulicach stolicy pojawią się setki pojazdów, a nad głowami przeleci 60 statków powietrznych. Wśród uczestników będą żołnierze z USA, Kanady, Australii, Litwy, Estonii, Szwecji, Rumunii i Francji. Jest jednak jedno państwo, którego obecność szczególnie rzuca się w oczy.
Chodzi o Ukrainę.
Podczas obchodów Święta Wojska Polskiego, organizowanych w 106. rocznicę Bitwy Warszawskiej, wojsko pokaże najnowocześniejszy sprzęt. Na trasie defilady zobaczymy m.in. F-35 „Husarz”, czołgi Leopard, K2 i Abrams. Najliczniejszy kontyngent sojuszniczy wystawi Francja, w tym żołnierzy Legii Cudzoziemskiej.
Na tym jednak nie koniec. W Gdyni i Gdańsku odbędzie się również parada morska z udziałem ponad 20 okrętów. Po raz pierwszy przed trybuną honorową zostaną też wręczone nominacje generalskie i admiralskie.
Jest lista sojuszników. Brakuje Ukrainy
W oficjalnych komunikatach PAP nie ma informacji o zaproszeniu ukraińskich żołnierzy na tegoroczną defiladę. Jeśli rzeczywiście ich zabraknie, trudno nie zauważyć paradoksu.
W Warszawie pojawią się wojskowi z państw, które wspierają Polskę i NATO, ale to właśnie Ukraińcy od lat prowadzą realną walkę z rosyjską armią. Wojna za wschodnią granicą Polski ma bezpośrednie znaczenie dla bezpieczeństwa całego regionu.
Nie chodzi wyłącznie o przemarsz przed trybuną. Udział ukraińskich żołnierzy byłby mocnym symbolem solidarności z państwem, które ponosi największe koszty wojny z Rosją. Tym bardziej że Warszawa wielokrotnie podkreślała strategiczne znaczenie relacji z Kijowem.


