
Śp. Irena Baradziula. Fot: sobaka.ru
Historia Polaków na Wschodzie to niekończąca się opowieść o wierności i poświęceniu. Wśród tych, którzy na nieludzkiej ziemi ocalili wiarę i narodową tożsamość, szczególne miejsce zajmuje rodzina Borodziulów. Przeżyli oni nie tylko sowieckie prześladowania religijne, ale też prawie 900 dni krwawego oblężenia Leningradu. Historię tego kresowego rodu spisała swoim pędzlem i życiem Irena Borodziula, wybitna malarka i profesor sztuki, która odeszła 17 września tego roku.
Jej niezwykłe losy przypomina portal sobaka.ru. Rodzina Borodziulów wywodziła się z ziemi połockiej, historycznych rubieży Rzeczypospolitej. Do Petersburga (późniejszego Leningradu) trafili w ramach masowej migracji zarobkowej i edukacyjnej Polaków z Kresów pod koniec XIX i na początku XX wieku. W tamtym okresie Petersburg jako stolica Imperium Rosyjskiego przyciągał tysiące ambitnych i wykształconych Polaków z ziem zabranych (w tym z Wileńszczyzny, Grodzieńszczyzny i wspomnianej ziemi połockiej).
Głównym powodem przenosin rodziny były studia medyczne ojca artystki, Adama Borodziuli. Wyjechał on z Kresów do Petersburga, aby zdobyć wykształcenie lekarskie na tamtejszych elitarnych uczelniach medycznych (co było wówczas częstą ścieżką dla polskiej inteligencji, niemającej takich możliwości na zrusyfikowanych Kresach). Po ukończeniu studiów podjął tam pracę jako lekarz, ożenił się z nauczycielką biologii i chemii, a miasto stało się ich nowym domem.
Gdy po rewolucji rzeźbiono granice i traktat ryski (1921) pozostawił ich rodzinne strony w granicach Związku Sowieckiego, Borodziulowie, podobnie jak wielu innych Polaków zostali w Leningradzie na stałe. Tam też w 1933 roku przyszła na świat Irena. W domu Adama Borodziuli, petersburskiego lekarza, oraz jego żony, nauczycielki, fundamentem codzienności był Bóg i pamięć o ojczyźnie.
Najwyższą cenę za tę wierność zapłacił wujek małej Ireny, ksiądz Józef Borodziula. Jako rzymskokatolicki kapłan stał się solą w oku bezbożnej władzy komunistycznej. Za trwanie przy ołtarzu i posługę prześladowanym rodakom został skazany przez sowiecki aparat terroru. Spędził ćwierć wieku w łagrach i na zsyłkach, stając się jednym z symboli męczeństwa polskiego duchowieństwa na Wschodzie. Tragedia wujka głęboko wyryła się w sercach rodziny, jeszcze bardziej ich umacniając w katolickiej wierze.
Gdy 22 czerwca 1941 roku III Rzesza uderzyła na Związek Sowiecki, siedmioletnia Irena biegała jeszcze po podwórku. Gdy niemieckie wojska zacisneły pierścień wokół Leningradu, rozpoczynając jedną z najstraszliwszych blokad w historii ludzkości, babcia podjęła wówczas decyzję, która zaważyła na losach całej wielodzietnej rodziny: Pozostali w oblężonym mieście.
Przez kolejne 900 dni Borodziulowie żyli pod nieustannym ostrzałem, gdzie panował potworny głód i zimno. Jak wspominał później pani Irena, rodzina przyjęła twardą, ugruntowaną w wierze zasadę; nigdy nie schodzili do schronów bombowych. Gdy zaczynały się naloty, a ściany kamienicy drżały, w kredensie odzywały się stare, pamiątkowe kieliszki z polskiego, cienkiego kryształu. Ten dźwięk był dla domowników sygnałem. Babcia klękała na podłodze, a dzieci wraz z nią, głośno odmawiając katolickie modlitwy, podczas gdy dokoła eksplodowały bomby. Jeden z pocisków zniszczył sąsiednie mieszkanie, ale ich dom, chroniony modlitwą, przetrwał.
W nieogrzewanym pokoju, gdzie temperatura spadała poniżej zera, a śmierć z głodu zbierała żniwo na ulicach, mała Irena uciekała w świat sztuki. Malowała w najcięższych chwilach oblężenia. Wspominała po latach, że jej farby wodne były tak zimne, iż zamarzały na papierze podczas pociągnięć pędzlem. „Piękno stało się tarczą przeciwko sowiecko-niemieckiej apokalipsie” – mówiła.
Wojenne piekło nie złamało polskiej dziewczyny. W 1965 roku ukończyła prestiżowy Instytut Malarstwa, Rzeźby i Architektury im. Ilji Repina, stając się wybitną artystką graficzką i wybitnym znawcą sztuki. Przez ponad 60 lat pracowała jako profesor w Akademii Sztuk Pięknych i Przemysłu im. Stieglitza w Petersburgu. Stworzyła pionierski program akademicki z zakresu nauki o kolorze („Kolor, forma, przestrzeń”), wychowując całe pokolenia malarzy i projektantów.
Irena Borodziula zmarła 17 września 2026 roku w wieku 93 lat. Jej pogrzeb odprawiono w rzymskokatolickim kościele Matki Bożej z Lourdes w Petersburgu. Odeszła do Pana jako jedna z ostatnich strażniczek pamięci o dramacie Polaków, którzy w nieludzkich czasach potrafili ocalić wiarę, honor i miłość do piękna.


