Już zainstalował się na Łotwie, teraz wadzi Litwie. Gazowy rosyjski gigant sprawnie wywiązuje się ze swojego zadania.
Z Łotwą trudno dojść do porozumienia w sprawie dostaw gazu z terminalu w Kłajpedzie – przyznaje litewski premier. Algirdas Butkevičius bez ogródek wymienia przyczynę: łotewski rynek gazu jest opanowany przez Gazprom.
– Rozpoczęły się rozmowy z Łotwą i trzeba przyznać, że to dyskusje dość trudne i skomplikowane, ponieważ łotewskim rynkiem zarządza Gazprom, który posiada największy pakiet akcji podziemnego zbiornika gazu w Inčukalns. Pakiet ten pozwala na takie zarządzanie.
Mieszczący prawie 4,5 mld m³ gazu podziemny magazyn oraz gazociągi na Łotwie pozostaną pod kontrolą Gazpromu aż do 2017 roku. Dopiero wtedy rząd w Rydze będzie mógł przystąpić do realizacji Trzeciego Pakietu Energetycznego Unii Europejskiej, kwestionowanego zresztą już teraz przez Moskwę.
– Wtedy łatwiej będzie rozmawiać o dostawach gazu – sugeruje premier Butkevičius, który wzywa Łotyszy o jak najszybsze wdrożenie europejskiego pakietu i uczynienie swojego rynku gazu bardziej liberalnym.
Wcześniej o tym, że dostawy ciekłego gazu z otwartego 1. stycznia gazoportu w Kłajpedzie mogą objąć również dwa pozostałe kraje bałtyckie, mówił litewski minister energetyki. Jego również w tym kontekście niepokoiła sytuacja, w której znajduje się system gazowy Łotwy.
Kresy24.pl/delfi.lt

