Jak nowy Prezydent RP ocenia ostatnie siedem lat polskiej polityki wobec Litwy? Czy minister Sikorski miał rację stawiając sprawy mniejszości polskiej „na ostrzu noża? Jaką politykę wobec Litwy zamierza prowadzić? Na pytania portalu “Znad Wilii” – odpowiada prezydent elekt.
Patrząc z perspektywy tych kilku lat należy stwierdzić, że polityka rządów Platformy Obywatelskiej i prezydenta B. Komorowskiego wobec Litwy zabrnęła donikąd. Poważne, strategiczne rozmowy na linii Warszawa-Wilno w zasadzie nie są prowadzone. Dzieli nas przepaść w porównaniu z latami prezydentury śp. Lecha Kaczyńskiego, kiedy udawało się, krok po kroku w wielkim trudzie, ale jednak skutecznie, upominać o prawa Polaków na Wileńszczyźnie przy jednoczesnych przyjaznych relacjach z rządem litewskim. Wina za obecny stan rzeczy nie jest tylko po jednej stronie, to oczywiste, ale z pewnością do tej sytuacji przyczyniła się błędna polityka polskich władz w ostatnich latach.
Po pierwsze, była to polityka rzucania się „od ściany do ściany”, czyli bardzo niekonsekwentna, a to duży błąd w relacjach międzypaństwowych. Raz wykonywaliśmy wobec Litwy gesty wrogie, jak np. pozostawienie jej samej sobie na forum europejskim w jej sporach z Rosją, to znów minister Sikorski i prezydent Komorowski opowiadali o swoich nadziejach na nowe otwarcie i mieli postawę naiwną. I tak na zmianę. Po drugie, i to jest rzecz najważniejsza, polityka obecnych polskich władz wobec Litwy jest pochodną generalnego wyboru, jakiego dokonano w polityce wschodniej. Sikorski, Komorowski i Tusk zdecydowali o odejściu od budowania sojuszu państw naszego regionu na rzecz polityki „płynięcia w głównym nurcie europejskim” i tzw. „polityki piastowskiej” w kontrze do tzw. „polityki jagiellońskiej”, które to kalki są zresztą historycznym nadużyciem. W praktyce sprowadzało się do podporządkowania naszej polityki zagranicznej interesom tych państw, które mają największe wpływy w UE.
Obecne władze nie doceniają potencjału państw naszego regionu, za to żyją w koszmarnie błędnych mrzonkach o „trójkątach” – weimarskim czy królewieckim, zwłaszcza ten dugi (Niemcy-Rosja-Polska) jest szkodliwą fantasmagorią, która wyrywa nas z zakorzenienia w naszym regionie. Konsekwencją takiego podejścia było ochłodzenie stosunków z Litwą i innymi krajami bałtyckmi i pozbawienie się instrumentów do poprawy sytuacji Polaków na Litwie.
Chcę być dobrze zrozumiany, kwestia mniejszości polskiej na Litwie przede wszystkim obciąża konto władz w Wilnie, bo to one są odpowiedzialne za nieprzestrzeganie europejskich standardów na terytorium własnego państwa, ale świętym obowiązkiem władz polskich jest takie prowadzenie polityki w regionie i polityki dwustronnej, żeby posiadać narzędzia oddziaływania na decyzje władz litewskich. Tu potrzebne jest wyczucie i konsekwencja. Nie trudno się pokłócić i odciąć od siebie. Trudniej jest prowadzić skuteczny dialog. Ale mamy przykłady, że to jest możliwe, tylko trzeba być bardziej zdecydowanym w swoich działaniach. I pamiętać o przysłowiu: „gdzie się dwóch bije, tam trzeci korzysta”. To bardzo adekwatne do polityki w naszej części Europy. I wszyscy wiemy, kto jest tym „trzecim”.
Tymczasem w ostatnich latach relacje polsko-litewskie w zasadzie zamarły, a sytuacja Polaków na Wileńszczyźnie wcale się nie poprawiła. Takiej polityki nie da się nazywać skuteczną. Z całym wywiadem można zapoznać się tu: POLECAMY! (Z Andrzejem Dudą rozmawiał Tomasz Otocki, podkreślenia nasze – red. Kresy24)
Kresy24.pl/zw.lt
