
Collage: 24TV.ua
Po jesiennych wyborach w Rosji rozpocznie się nowa fala mobilizacji. Według rosyjskiego Z-blogera Maksyma Kałasznikowa Kreml przeprowadzi ją w dwóch etapach – pierwszy pod koniec października lub na początku listopada, drugi wiosną. Łącznie armia ma zyskać około 500 tys. nowych rekrutów.
Jak podaje „Dialog.UA”, mobilizacja zostanie przeprowadzona bez wcześniejszej zapowiedzi. Władze ominą przy tym Moskwę, Petersburg oraz część republik autonomicznych, obawiając się tamtejszych nastrojów i możliwych protestów.
Kałasznikow ostrzega, że decyzja uruchomi poważny kryzys wewnętrzny. Masowy pobór zbiegnie się z problemami budżetowymi i niedoborami paliwa. Kreml będzie musiał sięgnąć po bolesne rozwiązania gospodarcze, a między regionami a Moskwą i Petersburgiem narastać będzie wrogość.
Według blogera sytuacja zacznie przypominać atmosferę schyłku Związku Radzieckiego z lat 1990–1991. W armii pojawią się również napięcia.
Co najważniejsze, nawet rosyjski zwolennik wojny przyznaje, że 500 tys. nowych żołnierzy nie zapewni Rosji zwycięstwa. Współczesne konflikty nie rozstrzygają się bowiem masą piechoty, lecz technologią i dronami.
„Wkraczamy w niebezpieczne czasy” – podsumował Kałasznikow.
Jeśli jego przewidywania się sprawdzą, Kreml może stanąć przed problemem znacznie poważniejszym niż brak ludzi na froncie: masowa mobilizacja może zacząć destabilizować samą Rosję.


