Mińsk może stracić status platformy negocjacyjnej ws. Ukrainy. I trudno się dziwić. Po tym, jak Białoruś próbowała zablokować rezolucję w sprawie sytuacji w zakresie przestrzegania praw człowieka na Krymie i Sewastopolu w Trzecim Komitecie Zgromadzenia Ogólnego ONZ 15 listopada br., przedstawiciele Ukrainy nie chcą już przyjeżdżać na rozmowy do Mińska, poinformowała o tym przewodnicząca Komisji Spraw Zagranicznych Rady Najwyższej Ukrainy, Anna Gołko
Czym kieruje się Kijów podejmując decyzję o zmianie miejsca negocjacji? – Najkrócej mówiąc – zdradą Białorusi.
“Dla nas to głosowanie, które odbyło się 15 listopada, miało bardzo negatywny wydźwięk. Zwłaszcza po rozmowach, które wybrzmiały na najwyższym szczeblu, a także biorąc pod uwagę fakt, że sama Białoruś zawsze pozycjonowała się jako “dawca regionalnego bezpieczeństwo”, kraj, który jest wykorzystywany jako platforma do negocjacji, jak terytorium, ze strony którego nigdy nie będzie zagrożenia dla sąsiadów – krajów NATO ani Ukrainy. Dlatego teraz aktywizacja manewrów wojskowych z Rosją, przybliżanie się zmechanizowanych brygad do granicy z Białorusią, wywołuje u nas niepokój i niezrozumienie”- powiedziała Anna Gołko w rozmowie z “Jeżedniewnikiem”.
Szefowa komisji przekonuje, że z tej właśnie przyczyny, nie należy postrzegać Białorusi jak kraju neutralnego.
Przypomniała, że w grudniu będzie ostateczne przyjęcie uchwały Zgromadzenia Ogólnego ONZ. I jeśli Białoruś potwierdzi swoją pozycję, ponownie głosując przeciwko rezolucji, Kijów podejmie odpowiednie działania.
Gołko twierdzi, że Ukraina na wszelkie możliwe sposoby usiłuje wysyłać sygnały stronie białoruskiej, iż grudniowe głosowanie będzie testem, i jeśli Mińsk nie zda tego egzaminu, to Ukraina wybierze (już teraz rozważa możliwości) inny kraj dla spotkań trójstronnej grupy kontaktowej.
Kresy24.pl


