
Fot: Facebook.com/Wojsko Polskie
Media dotarły do alarmistycznego listu, skierowanego do szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen. Polska, a także Litwa, Łotwa i Estonia obawiają się, że Rosja może próbować sprawdzić determinację NATO.
Kraje bałtyckie coraz głośniej mówią o pogarszającej się sytuacji bezpieczeństwa w regionie. Jak wynika z dokumentu, do którego dotarło Radio Swoboda, kraje regionu bałtyckiego ostrzegają przed rosnącym zagrożeniem ze strony Rosji – od naruszeń przestrzeni powietrznej i dronów po działania hybrydowe i sabotaż.
List z 30 lipca został skierowany do przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen. Podpisali go unijni komisarze z Litwy, Łotwy i Estonii – Kaja Kallas, Andrius Kubilius i Valdis Dombrovskis – a także przedstawiciele Polski i Finlandii.
Dokument mówi wprost o „pogorszeniu warunków z punktu widzenia bezpieczeństwa”. Autorzy zwracają uwagę na coraz częstsze naruszenia przestrzeni powietrznej oraz wtargnięcia dronów.
Według informacji Radia Swoboda, bałtyccy dyplomaci otrzymali tego lata dodatkowe dane wywiadowcze dotyczące możliwych rosyjskich operacji pod „fałszywą flagą”. Nie ma jednoznacznych oznak przygotowań do nieuchronnego konwencjonalnego ataku, co nie oznacza, że zagrożenie jest ignorowane.
W tle pojawiają się informacje amerykańskiego wywiadu, cytowane przez „The Wall Street Journal”, według których Rosja może tej jesieni spróbować sprawdzić determinację NATO poprzez ograniczoną operację wojskową.
Bałtyccy dyplomaci podkreślają jednocześnie, że potencjalne rosyjskie działania nie musiałyby ograniczać się do państw bałtyckich. Niepokój zwiększają podejrzane przypadki sabotażu, podpaleń i wtargnięć dronów odnotowywane w różnych państwach NATO, w tym w Polsce.
Na tym tle szczególnego znaczenia nabrała również niespodziewana wizyta dyrektora CIA Johna Ratcliffe’a w Moskwie 25 sierpnia br. (ostatni wtorek).
Według źródeł Radia Swoboda Ratcliffe miał przekazać Kremlowi, że Stany Zjednoczone oczekują unikania eskalacji wobec swoich sojuszników, szczególnie Litwy, Łotwy i Estonii. Co znamienne, z wysłannikiem Trumpa nie spotkał się prezydent Rosji.
Państwa bałtyckie od lat przygotowują się na rosyjskie zagrożenie. Zwiększają wydatki obronne, rozwijają systemy bezzałogowe i wzmacniają infrastrukturę.
Jednocześnie pojawiają się poważne pytania o finansowanie.
Litwa, Łotwa i Estonia mają osiągnąć lub już zbliżają się do celu NATO zakładającego przeznaczanie 5 proc. PKB na obronność. Unia Europejska zapowiedziała również miliardy euro na inwestycje związane z bezpieczeństwem regionu.
Problem w tym, że potrzeby rosną szybciej niż możliwości.
W Brukseli trwają negocjacje dotyczące kolejnego siedmioletniego budżetu UE. Obawy państw bałtyckich dotyczą tego, że w przypadku ograniczenia wydatków na poziomie całej Unii finansowanie projektów bezpieczeństwa może zostać zmniejszone.
Dlatego sygnatariusze listu domagają się kolejnych inwestycji.
Jednym z najbardziej widocznych braków jest europejski „mur dronowy” – szumnie zapowiadany system mający chronić wschodnią flankę UE za pomocą radarów, czujników i technologii pozwalających wykrywać oraz neutralizować wrogie bezzałogowce.
Pomysł jest szeroko dyskutowany, ale jego realizacja jak zwykle napotyka na trudności.
Nie ma pełnej zgody dotyczącej finansowania, technologii ani sposobu zarządzania takim systemem. Nie jest również jasne, w jakim stopniu powinien być zautomatyzowany.
Kolejnym źródłem niepokoju jest Rail Baltica. Projekt ma połączyć państwa bałtyckie z Polską i resztą Unii Europejskiej, zastępując dotychczasową infrastrukturę opartą w dużej mierze na postsowieckim standardzie kolejowym.
Początkowo zakładano uruchomienie połączenia w 2026 roku. Termin został przesunięty na 2030 rok, a i ta data jest kwestionowana z powodu rosnących kosztów i problemów z realizacją inwestycji.
Dla NATO nie jest to jednak wyłącznie projekt infrastrukturalny. Rail Baltica ma mieć ogromne znaczenie dla wojskowej mobilności, umożliwiając szybkie przemieszczanie żołnierzy, sprzętu i zaopatrzenia na wschodnią flankę Sojuszu.
W przypadku rosyjskiego ataku na państwa bałtyckie jednym z najbardziej newralgicznych miejsc byłby przesmyk suwalski – wąski pas terytorium łączący Polskę z Litwą, a jednocześnie oddzielający Białoruś od obwodu królewieckiego.
Litwa wzmacnia ten obszar. Przygotowuje również budowę poligonu, na którym będzie mogło szkolić się nawet 4 tys. litewskich żołnierzy i wojskowych państw sojuszniczych.
W regionie rozwijana jest także niemiecka brygada pancerna, a na terenie Polski stacjonują siły NATO.
Polska od stycznia 2022 roku, a za nią Litwa, Łotwa i Polska wzmacniają granice z Białorusią, wykorzystując między innymi ogrodzenia, rowy i inne elementy infrastruktury obronnej.
Czy to wystarczy? No nie wystarczy. Były dowódca litewskich sił zbrojnych Valdas Tutkus nie jest przekonany.
– Kupujemy tysiąc ciężarówek. Budujemy linię obronną, choć doskonale wiemy, że współczesna wojna nie będzie prowadzona czołgami – stwierdził.
Kraje bałtyckie przygotowuje się więc na najgorszy scenariusz. Problem w tym, że część kluczowych projektów nadal pozostaje niedokończona, a czasu na ich realizację może być znacznie mniej, niż chciałaby Europa.
Opracowano na podstawie materiału Radia Swoboda autorstwa Rikarda Jóźwiaka i „Nastojaszczeje Wriemia”.



