
Ambasada Rosji w Polsce. Fot. Cybularny (Wikipedia), CC0
Ani słowa o agresji, ani słowa o pakcie Ribbentrop-Mołotow. W rocznicę 17 września rosyjska ambasada w Warszawie po raz kolejny przedstawia sowiecką napaść na Polskę jako rzekomą „akcję ochronną”. To dokładnie ta sama narracja, którą Moskwa stosowała już w 1939 roku, zadając broniącej się przez niemiecką agresją Polsce cios w plecy.
Rosyjscy dyplomaci przekonują, że Armia Czerwona wkroczyła na wschodnie ziemie II Rzeczypospolitej, by chronić tamtejszą ludność. Odpowiedzialność za klęskę Polski próbują natomiast przerzucić na polskie władze, Wielką Brytanię i Francję.
To nie jest nowa wersja historii. Moskwa powtarza ją od 1939 roku. Już wtedy Sowieci tłumaczyli swoją agresję koniecznością „ochrony” ludności. Polska odrzuciła tę argumentację – ambasador Wacław Grzybowski odmówił przyjęcia sowieckiej noty.
Ale fakty są jednoznaczne: 17 września ZSRR zaatakował Polskę bez wypowiedzenia wojny, realizując ustalenia tajnego protokołu paktu Ribbentrop-Mołotow. Sowiecka okupacja oznaczała masowe aresztowania, deportacje i represje. Jej symbolem stał się Katyń, gdzie NKWD zamordowało tysiące polskich jeńców. Pod sowieckim butem znalazło się ca. 200 tys. km² przedwojennego terytorium Polski i ponad 13 mln polskich obywateli. Wbrew kremlowskiej opowieści o „ochronie ludności” przyszedł terror, masowe aresztowania, represje i masowe deportacje w głąb Związku Sowieckiego.
Po 87 latach rosyjska ambasada nadal powtarza tę samą opowieść.

