
Fot: Jack Borno / pexels.com
W miarę jak na Białorusi ubywa ludności, błyskawicznie przybywa niedźwiedzi. W ciągu zaledwie półtorej dekady ich liczba wzrosła ponad 10-krotnie ze 120 w 2011 roku do 1289 w ubiegłym – szacują tamtejsi przyrodnicy.
Przyczyn jest kilka, a główna taka, że niedźwiedzie zaczęły masowo przenosić się na Białoruś z Rosji, z obwodu pskowskiego i smoleńskiego. Czemu to robią? Pewnie dlatego, że tu mają lepiej. Skoro Rosjanie coraz częściej się tu przesiedlają, to czemu nie ich niedźwiedzie?
Oczywiście fakt, że na Białorusi misie są pod ochroną też jest ważny. W obwodzie mińskim tradycyjnym “niedźwiedzim krajem” są okolice Borysowa i Łohojska. Niestety, ma to też swoje groźne strony, bo im więcej tych kudłaczy, tym kontakty z ludźmi częstsze, a nie każdy wie, jak się wtedy zachować i uniknąć nierównego starcia. Często człowiek sam te konflikty prowokuje.
“Jeszcze w 2021 roku mieliśmy tylko dwa zgłoszenia kontaktu z niedźwiedziem, a w ubiegłym roku już 22” – przyznaje w “Mińskiej Prawdzie” Aleksander Kozorez z białoruskiego Ministerstwa ds. Niedźwiedzi. Ok, żartowaliśmy – z Ministerstwa Gospodarki Leśnej.

Fot: Gabriele Brancati / pexels.com
W społeczeństwie rodzi się więc swoista psychoza “obecności niedźwiedzia wszędzie”. Nie bez znaczenia jest też fakt, że każdy ma teraz komórkę. Kiedyś spotkanie z misiem było co najwyżej opowiastką dla rodziny i znajomych. A dziś na jego widok każdy, kto ma mocne nerwy, wyciąga smartfona i zaczyna nagrywać. I jeśli potem nadal jest w jednym kawałku, wpuszcza do sieci.
Tworzy to wrażenie jakiejś “masowej inwazji niedźwiedzi”, co oczywiście jest przesadą. Z tego powodu coraz częściej dochodzi też do fałszywych “niedźwiedzich alarmów” – przyznaje białoruski urzędnik.
“Niedawno był taki przypadek po Brześciem, gdzie tych zwierząt nie widziano od dawna. Facet zadzwonił pod numer alarmowy twierdząc, że do jego drzwi dobija się niedźwiedź. Chciał mu jakoby odebrać małego misia, którego ten znalazł dwa dni wcześniej. Kiedy ekipa przybyła na miejsce okazało się, że żadnych niedźwiedzi nie ma”. Ale widać, że w świadomości ludzi są coraz częściej.
Prawdą jest też, że ostatnio misie są bardziej ciekawskie i coraz śmielej podchodzą do zabudowań. A to dlatego, że ludzi w tych zabudowaniach coraz mniej – białoruskie wsie starzeją się i wymierają.
Co najbardziej zwabia futrzaste olbrzymy w okolice domostw, a nawet większych ośrodków? Zwykle dzikie wysypiska odpadów spożywczych, ale tych akurat na Białorusi prawie nie ma. Za to nieogrodzonych i niekoszonych pasiek na skraju lasów sporo, a przecież dla misia plaster miodu z larwami to królewski poczęstunek.

Fot: Laura Paredis / pexels.com
Oczywiście dobrych rad nigdy za wiele, więc skoro nie znasz dnia, ani godziny gdy spotkasz na swojej drodze niedźwiedzia, warto pamiętać, co w takiej sytuacji robić. Najlepiej w ogóle go nie spotkać, więc kiedy wyruszysz z innymi w leśne ostępy na grzyby, czy jagody, warto głośno rozmawiać. To go zwykle płoszy.
A jeśli już do spotkania doszło, to – Ameryki tu nie odkryjemy – “zachować spokój i nie prowokować zwierza”. To, że nie należy do niego podchodzić jest chyba oczywiste. Ale też nie trzeba szybko uciekać, bo miś nie lubi gwałtownych ruchów.
Nie należy też krzyczeć – ani na niego, ani ze strachu. Można natomiast do niego głośno, choć spokojnie przemawiać. Co konkretnie mówić – tego specjaliści nie wyjaśniają. Nie wiemy też, czy przypadkiem na Białorusi nie lepiej mówić do niedźwiedzia po białorusku. Ale jeśli to będzie jeden z tych z Rosji?
Nie zaszkodzi natomiast wizualnie zwiększyć swoje rozmiary, na przykład podnosząc wysoko ręce, albo plecak. Miś niby niegłupi, ale podobno na ten numer się czasem robi.
A swoją drogą ciekawe, czy jeśli niedźwiedzi będzie przybywać w takim tempie, to czy wkrótce nie będzie z nimi jak obecnie z dzikami w miastach. Żeby gdzieś dojść musisz się już niemal między nimi przepychać.

Fot: media społecznościowe



