W spacyfikowanej przez Putina Czeczenii doszło wczoraj do wymiany ognia między policją a bojownikami walczącymi o niepodległość kraju.
Do wydarzenia doszło w nocy z 8 na 9 października (z soboty na niedzielę). Według doniesień agencji prasowych, policja czeczeńska, zauważywszy uzbrojonych mężczyzn, otworzyła ogień.
Wszyscy zabici to bojownicy. Strona rządowa poniosła starty nieporównanie mniejsze: mowa o czterech rannych policjantach. Partyzantom przewodził poszukiwany listem gończym Ali Demilkanow.
Przypomnijmy, pod dwóch wojnach czeczeńskich: w latach 90. i na początku 2000. kraj został spacyfikowany przez regularną armię rosyjską.
Zainstalowany 10 lat temu w Groznym przywódca autonomicznej republiki Ramzan Kadryow jest marionetką Władimira Putina – niektórzy wręcz widzą w nim delfina Rosji.
Są jednak Czeczeni, którzy, niczym Polacy w XIX wieku, nie załamują rąk po kolejnych przegranych powstaniach, lecz walczą dalej.
Rosjanie natomiast próbują wmówić światu, że czeczeńska irredenta to w gruncie rzeczy ruch terrorystyczny. A jak wiadomo, z terrorystami się nie rozmawia. Do terrorystów się strzela.
Kresy24.pl

